Paczka Wasabiego weszła do szkoły. Kimberly bez przerwy oglądała się na boki. Szukała kogoś. Nie spotkała ukochanego w drodze do liceum, jak to zdarzało się zazwyczaj, dlatego była trochę zaniepokojona. Przyjaciele próbowali ją uspokoić. W końcu nieobecność to nic takiego. Chłopak mógł przecież zaspać, spóźnić się na autobus lub nie zdążyć ogarnąć swojej burzy włosów. Crawford przytaknęła lekko się uśmiechając. Ruszyła do klasy i zajęła miejsce w ostatniej ławce. Reszta bandy, z wyjątkiem Jerry'ego, Grace i Eddie'go usiadła przy biurku nauczyciela, narażając się na wywołanie do odpowiedzi, co i tak skończyłoby się kolejną piątką w dzienniku.
W szkole rozległ się dźwięk dzwonka. Wszyscy uczniowie zaspanym krokiem weszli do sal, w których akurat mieli lekcje. Wśród nich nie było jednak Jack'a. "Spokojnie Kim. Znasz go. Pewnie wpadnie do klasy 20 minut przed końcem zajęć i dostanie przepustkę do Klubu Jerry'ego." - pomyślała blondynka wyjmując z torby książki do historii. Tak, to by się zgadzało. Brewer nie znosił tego przedmiotu, zresztą jak każdy chodzący do liceum Seaford. A Pan Micheal nie robił nic, żeby było inaczej. Lubił patrzeć na smutne miny swoich uczniów, gdy wchodził do klasy.
Pan M: No dobrze kochani, czas na teścik... - powiedział rozdając pierwsze arkusze.
W klasie dało się słyszeć pomruk. Większość próbowała zajrzeć do podręczników i zaczerpnąć z nich trochę wiedzy zanim zostaną rzuceni na głęboką wodę. Inni ochoczo wyciągali pióra i rozpoczynali pisanie. Lecz wszyscy myśleli tylko o jednym - jeszcze kilka miesięcy i będę mógł/mogła pożegnać się z tym gościem...
***
Zadzwonił dzwonek. Uczniowie rozpaczliwie próbowali przypomnieć sobie szczegóły poprzednich lekcji. Ci, którzy nosili miano nerdów i kujonów spokojnie się spakowali i wyszli z klasy. Ci, których brano za nieuków natomiast odkładali długopisy czując ulgę i przerażenie. Każdy test był bardzo ważny przy wystawianiu ocen końcowych i chociaż trwał jeszcze pierwszy semestr trzecioklasiści musieli już zacząć myśleć o poprawie swoich stopni. Jednym z takich trzecioklasistów był Jack.
Kim: Słuchajcie może coś mu się stało. Nigdy nie opuszczał lekcji nie mówiąc mi dlaczego go nie ma - szepnęła nerwowo sprawdzając telefon. Paczka Wasabiego zebrała się wokół niej, a miny jej członków mówiły same za siebie.
Grace: Wyluzuj Kim. Pewnie... co ty robisz? - zapytała, gdy zauważyła, że jej przyjaciółka wystukuje jakiś numer na dotykowym ekranie swojego smartfona. - Dzwonisz do Jack'a?
Kim: Nie... - pisnęła odwracając się. Przyłożyła komórkę do ucha i czekała aż ktoś odbierze.
Grace: Jerry, zabierz jej ten telefon! - krzyknęła do swojego chłopaka. Brunet wyrwał przedmiot z dłoni Kimberly i niemal od razu rzucił nim do Eddie'go. Wiedział, iż blondynka w każdej chwili może uwolnić swoją bardziej niebezpieczną stronę, dlatego wolał nie ryzykować.
Jones zaczął uciekać przed wściekłą Crawford, a gdy znalazł się niedaleko Krupnicka, podał mu telefon. Milton przełknął głośno ślinę. Chciał oddać komórkę komuś innemu, jednak nie zdążył. Wyślizgnęła się z jego drobnych dłoni i z hukiem upadła na podłogę. Dziewczyna rzuciła mu mordercze spojrzenie, po czym wolnym, a zarazem mrożącym krew w żyłach wzrokiem ruszyła ku oddalającego się geniusza.
Milton: Przepraszam Kim. Ja.. ja nie chciałem. Proszę Cię nie zabijaj mnie. Jestem jeszcze taki młody... - siedemnastolatka nagle stanęła. Nie wpłynęły na nią słowa chłopaka, ale myśl. Myśl, która pojawiła się w jej głowie. Podniosła komórkę i nie zważając na pęknięty ekran włożyła ją do kieszeni. Przyjaciele uważnie przyglądali się wszystkim jej ruchom. Kim była wielką zagadką nawet dla Jack'a, dlatego trzeba była na nią uważać.
Blondynka niezauważenie spojrzała w stronę wyjścia. Jej wzrok dokładnie zlustrował Eddie'go, Miltona, Jerry'ego i Grace. Parkins podejrzliwie spoglądała na Crawford próbując przewidzieć co za chwilę nastąpi. Brunetka podeszła do swojego chłopaka i szepnęła mu coś do ucha. Ten przytaknął, po czym małymi kroczkami zaczął zbliżać się do Kimberly. Ona zmrużyła tylko oczy i biegiem ruszyła ku wyjściu. Martinez pobiegł tuż za nią.
Grace: No na co czekacie? Pomóżcie mu! - rozkazała przyjaciołom stojącym obok szafek. Ci wykonali polecenie dziewczyny nerwowo się obracając.
Blondpiękność już była za drzwiami, gdy poczuła, że jej nogi odrywają się od podłoża. To Milton, Jerry i Eddie unieśli jej wątłe ciało. Z trudem wnieśli ją do szkoły. Parkins spojrzała na przyjaciółkę zwycięsko.
Kim: To jeszcze nie koniec...
***
W domu Brewerów po raz 10 rozległ się odgłos dzwonka do drzwi. Pan Brewer w końcu zlitował się nad osobą, która stała przed drzwiami i wpuścił ją do środka. Tą osobą był nie kto inny jak Kim. W pośpiechu blondynka zupełnie zapomniała o dobrych manierach i nawet nie witając się z domownikami, pognała do pokoju swojego chłopaka. Tam zobaczyła słodko śpiącego szatyna. Odetchnęła z ulgą. Teraz jej obawy wydawały się idiotyczne. Odwróciła się i cichutko ruszyła ku wyjściu, by nie obudzić ukochanego. Było jednak za późno Brewer leniwie rozciągnął się, po czym nieprzytomny usiadł na łóżku. Gestem wskazał dziewczynie miejsce obok siebie. Kimberly z wielkim uśmiechem na twarzy musnęła jego rozgrzany policzek zostawiając przy tym ślad błyszczyka.
Kim: Nasza dwumiesięcznica chyba trochę ci zaszkodziła - powiedziała przykładając dłoń do czoła chłopaka. Jej przypuszczenia się sprawdziły. Miał gorączkę. Było to spowodowane prawdopodobnie ich nagłym wpadnięciem w zaspę.
Jack: Co ty? Przyda mi się trochę wolnego... ostatnio nieźle się napracowałem.
Kim: Tak. Musiałeś strasznie ciężko pracować, żeby narobić sobie takich zaległości w szkole...
***
Grace, Jerry i Eddie od pół godziny czekali na swoje zamówienie. Przyjaciele byli zaskoczeni, ponieważ Phil zazwyczaj po kilku minutach stawiał przed nimi kilka porcji falafeli. Po kolejnych 5 minutach, Martinez nie wytrzymał. Wstał i otworzył drzwi prowadzące do kuchni. Parkins i Jones wstrzymali oddech. Nikt poza pracownikami knajpki Falafela oraz karaluchów nigdy nie postawił kroków w tym pomieszczeniu. Lecz teraz nie było innego wyjścia. Brzuch chłopaka domagał się jedzenia, kiedy go nie dostawał bywał bardzo nieprzyjemny.
Jerry: Dobra Phil, co tu się... - zaczął wtargając do kuchni pełnej dziwnych oparów i wyziewów. Gdy zobaczył swojego przyjaciela oczy wyszły mu z orbit. Widząc to Grace wraz z Eddie'm podeszli do latynosa. Cała trójka mogła być świadkiem bardzo dziwnego wydarzenia. A mianowicie tańca Phila z... Tootsie.
Phil: O, witajcie przyjaciele! Ja i Tootsie ćwiczymy nasz układ na konkurs tańca.
Eddie: Zaraz, to w Seaford jest konkurs tańca? Jerry powinieneś się zgłosić - odparł klepiąc go po plecach. Po usłyszeniu słów Jones'a w oku Martineza pojawił się tajemniczy błysk. Chłopak nie zamierzał wystartować, nie... zamierzał pomóc komuś kto bierze udział w zawodach.
Jerry: Wiecie co? Zostawcie nas na chwilę samych... musimy coś obgadać...
***
Drzwi do pokoju szatyna otworzyły się z cichym skrzypnięciem. Stanęła w nich uśmiechnięta Crawford z tacką, na której leżała łyżka oraz rosół. Dziewczyna podeszła do swojego chłopaka, usiadła na jego łóżku i położyła sobie tacę na kolanach.
Kim: Otwórz buzię, leci samolocik - powiedziała tak jakby rozmawiała z małym dzieckiem. Zachowywała się tak odkąd dowiedziała się, że Brewer jest chory. Normalne było, iż się o niego martwiła, lecz jej troskliwość była odrobinę przesadna.
Jack: Kim nie sądzę, żebym... - chłopak nie skończył, ponieważ blondynka wepchnęła mu do ust łyżkę po brzegi wypełnioną gorącą zupą. - Możesz przestać? - zapytał najdelikatniej jak potrafił, gdy po raz kolejny został zmuszony do przełknięcia domowego rosołku. Kimberly zignorowała jego słowa. Myślała, że biedak majaczy w gorączce.
Kim: No już, otwórz buzię!
Jack: Ale... dobrze mamo...
***
Phil wywiesił na drzwiach swojej restauracji tabliczkę z napisem "Zamknięte". Zapiął suwak swojej kurtki, po czym spojrzał na Martineza, który z głupkowatym uśmieszkiem wiecznie spoczywającym na jego twarzy, pokazał gestem, by do niego podszedł. Falafel był przerażony. Jerry odesłał swoich przyjaciół, kazał mu zamknąć lokal... zachowywał się co najmniej dziwnie.
Jerry: Co się tak patrzysz, Phil? Zabieraj Tootsie i idziemy. Parkiet nie będzie na nas czekał.
Phil: Parkiet? - zapytał drapiąc się po głowie.
Jerry: Tak, Phil. Parkiet. Takie miejsce, gdzie ludzie tańczą... jesteś pierwszą osobą, którą zabieram do mojej jaskini. Nawet Grace tam nie była, dlatego nie stój tak i chodź.
Mężczyzna szepnął ciche "zaraz" odwracając się plecami. Zamknął drzwi swojej knajpki zastanawiając się co ten chłopak zamierza zrobić. I dlaczego każe zabrać mu ze sobą zabrać jego ukochaną kozę...
***
Jerry otworzył drzwi do swojego pokoju i padł na łóżko stojące w kącie. Przez chwilę szukał czegoś, a gdy wydawało się, że już to znalazł, odsunął łóżku. Falafel nie rozumiał jego zachowania. Przynajmniej dopóki przyjaciel nie odwrócił się w jego stronę i pokazał mu starego kawałka pizzy, który od kilku dni spoczywa na jego pościeli. Gdy chłopak się pożywił, wyjął z kieszeni malutki kluczyk i przekręcił go w ledwie widocznej dziurce. Nacisnął klamkę drzwi, które sięgały mu do kolan, po czym schylił się i wpełznął do sporego pomieszczenia. Phil nie wiedząc co robić udał się za nim. Kiedy ujrzał wielkie głośniki i lustra zajmujące powierzchnie całej ściany, opadła mu szczęka.
Brunet zignorował te słowa i włączył jedną ze swych ulubionych piosenek. Żałował, że był to konkurs tańca towarzyskiego, lecz mimo to pokazał Falafelowi podstawowe kroki tanga. Ten tylko pokręcił głową, po czym wykonał kilkanaście kroków wymyślonych przez siebie. A właściwie to kilka skoków wymyślonych przez siebie. Podczas "tańca" na twarzy obcokrajowca cały czas widniał wielki uśmiech. Jerry go jednak nie dostrzegł... załamany uderzył się otwartą dłonią w czoło. To było jeszcze gorsze niż to co widział w knajpie. Podwinął rękawy przeczuwając, iż minie dużo czasu niż wytłumaczy przyjacielowi co to znaczy taniec towarzyski, a co dopiero nauczy go paru najprostszych ruchów. Dlatego ominął go i podszedł do Tootsie. Pomyślał, że z kozą pójdzie mu o
wiele łatwiej. I jak się później okazało miał rację. Ujął jej kopyto i wczuł się w muzykę. Był w swoim żywiole. Nie zwracał uwagi na Phila, który z uwagą mu się przyglądał. Jego głowa była pusta... bardziej niż zwykle.
W pomieszczeniu dało się słyszeć ciche skrzypienie podłogi oraz muzykę lecącą z głośników. Latynos i Tootsie jakby unosili się w powietrzu. To wszystko przez Martineza. Taniec jest jedyną czynnością w jaką wkłada sto procent. Na parkiecie staje się kimś więcej, niż słabym uczniem, żartownisiem, czy nieogarniętym acz bardzo lojalnym przyjacielem. Na zewnątrz wychodziła jego druga osobowość. Dzięki niej był niepokonany.
Jerry: Whoo Tootsie! Nieźle ruszasz tymi kopytkami mała - zawołał, gdy w "jaskini" na nowo zapanowało cisza. - No Phil, teraz ty - dodał po chwili odstępując mu miejsce przy kozie. Mężczyzna podszedł do swej ulubienicy ukrywając narastający w nim strach i podziw. Zamknął oczy, usłyszał muzykę i... wylądował na podłodze. Tootsie kopnęła go, ponieważ ten robiąc pierwszy krok nastąpił na jej kopyto. - To będzie dłuuuuugi dzień.
***
Głowa Kimberly powoli opadła na ramię Brewera. Dwie godziny opieki nad siedemnastolatkiem wykończyły ją. Mimo licznych prób nie udało jej się wyswobodzić z ramion Morfeusza. Chłopak odetchnął z ulgą, po czym odsunął się, by nie zarazić blondynki. Podczas jej obecności choroba trochę się wyciszyła, ale wolał nie ryzykować. Ułożył ją na swoim łóżku i delikatnie, by jej nie obudzić przykrył drobne ciało dziewczyny kocem. Ucałował jej czoło głaszcząc ciepły policzek. Był wdzięczny za to, że tu przyszła. Może była nieznośna i nadopiekuńcza, ale jednak była przy nim. A to najbardziej się dla niego liczyło. Czuł, że krótka wizyta szkolnej piękności dodała mu sił. Gorączka powoli ustępowała, a pokój nie był już tak regularnie obsypywany chusteczkami. Zdumiewające było jak szybko choroba ustępowała.
Pani B: Co ty tu robisz dziecko? Powinieneś leżeć w łóżku! - krzyknęła przerażona, gdy ujrzała swojego syna z bladym uśmiechem na twarzy wchodzącego do kuchni. Jack przyłożył palec do ust i wskazał na drzwi swojego pokoju. Kobieta nie zrozumiała co siedemnastolatek próbował jej przekazać.
Jack: Kim zasnęła. Niańczenie mnie trochę ją zmęczyło - szepnął przygotowując swej ukochanej gorące kakao. Gdy wszystko było już gotowe szatyn włożył kubek na małą tacę, po czym ruszył do sypialni.
Pani B: Nie wierzę, że spotykają się dopiero 2 miesiące. Zachowują się jak stare małżeństwo...
Kilka dni później...
Paczka Wasabiego przekroczyła próg szkoły. Kogoś jednak brakowało. Kim. Właśnie jej Brewer, któremu w przeciągu 3 dni udało się całkowicie wyzdrowieć, szukał wzrokiem. Nie wiedział co się stało. Ostatni czas spędził w towarzystwie blondynki, więc teraz mu jej brakowało. Tęsknił za jej rozśmianymi oczami i pięknym, melodyjnym głosem. Przyjaciele uspokajali chłopaka, lecz ich działanie okazało się bezskuteczne. Szatyn wciąż przeczesywał wzrokiem szkolne korytarze rozglądając się za swoją sympatią. Gdy wydawało się, że już odpuścił. wyciągnął z kieszeni telefon i wyszukał w kontaktach siedemnastolatkę.
Grace: Jack, Kim na pewno nic się nie stało... - próbowała go uspokoić. - Co ty robisz?
Jack: Nic - pisnął odwracając się do brunetki plecami. Ta westchnęła, po czym wskazała na komórkę chłopaka. Martinez porozumiewawczo spojrzał na Eddie'go oraz Miltona. Ruszył ku przyjacielowi, który badawczo się mu przyglądał. W tym czasie Jones zaszedł go od tyłu i wyrwał mu smartfon z ręki. Szybko przekazał go Krupnickowi, a ten rzucił nim do Grace. Niczego niespodziewająca się dziewczyna nie złapała telefonu. Gdy spadł na podłogę, przepraszająco spojrzała na jego właściciela. Ten wykorzystując moment nieuwagi przyjaciół zaczął biec w stronę wyjścia.
Grace: Dlaczego ty się tak o mnie nie martwisz, Jerry? - spytała spoglądając w stronę swojego chłopaka. Jej wzrok przeszył go od stóp do głowy. Latynos przełknął ślinę.
Jerry: Poczekaj, Jack! Idę z Tobą! - krzyknął, po czym zniknął w drzwiach prowadzących na zewnątrz...
***
Phil poprawił bujne loki swojej blondperuki. Nie wierzył w to, że Tootsie wyciągnęła dłuższą słomkę i to w zawodach tanecznych musiał być kobietą. Chociaż... czerwona sukienka wieczorowa była całkiem wygodna, a szminka tego samego koloru dodawała mu uroku.
Przebranie Falafela sprowadzała do niego tłumy adoratorów, którzy przestawali zabiega o jego względy, gdy tylko dowiadywali się, iż startują do mężczyzny. Wracali wtedy do swoich partnerek i przepraszali je za to co powiedzieli wcześniej. Cudzoziemiec widząc to wybuchał głośnym śmiechem. Właśnie po to tu przyszedł. By dobrze się bawić i mieć co wspominać.
Phil: Gdzie jest Jerry? - spytał zaczynając się niepokoić. Konkurs zaczynał się za kilka minut, a jego nauczyciela w dalszym ciągu nie było w sali. Spojrzał na poprawiającą swój garnitur Tootsie oczekując od niej odpowiedzi. Nie uzyskał jej, ale za to usłyszał znajomy głos.
Eddie: Może po konkursie wyskoczymy gdzieś razem, piękna?
Phil: Może innym razem, muszę znaleźć Jerry'ego - odparł odwracając się w stronę chłopaka. Jones przerażony cofnął się kilka kroków, a z jego ust wydobył się ogłuszający krzyk. Milton, Grace, Rudy, Stephanie (dziewczyna Rudy'ego) i Jerry stojący przy wejściu głośno się zaśmiali.
Rudy: Niezła kiecka Phil.. mam nadzieję, że tańczysz tak dobrze jak wyglądasz.
Jerry: Bez obaw, Rudy. Zobaczysz na co go stać... - powiedział z tajemniczym błyskiem w oku. Wraz z przyjaciółmi zajął miejsca przygotowane specjalnie dla publiczności i uśmiechnął się do Falafela. Z głośników zaczęła lecieć powolna muzyka. Teraz nie była odwrotu...
***
Uszu Crawford dobiegło pukanie do drzwi. Dziewczyna wychrypiała ciche "proszę", po czym zanim się obejrzała została napadnięta przez Jack'a. Na widok chłopaka na jej ustach pojawił się blady uśmiech. Szatyn rozejrzał się po pokoju. Wyglądał dokładnie tak samo jak jego sypialnia jeszcze kilka dni temu. Spojrzał na Kimberly, która owinęła się różowym kocem z podobizną Hello Kitty.
Kim: Wiedziałeś, że gorączka jest zaraźliwa? - zapytała spoglądając na zmartwionego siedemnastolatka. Ten nie odpowiedział. Zamiast tego wybiegł z pomieszczenia, by po chwili wrócić z miską wypełnioną po brzegi domowym rosołem.
Jack: Otwórz buzię, leci samolocik - powiedział tak jakby rozmawiał z małym dzieckiem. Dziewczyna przecząco pokręciła głową odsuwając się od Brewera.
Kim: Jack, nie sądzę, żeby... - nie dokończyła, ponieważ chłopak wepchnął jej do ust łyżkę pełną gorącej zupy. - Możesz przestać? - szepnęła, gdy po raz kolejna została zmuszona do przełknięcia rosołu. Jack zignorował jej słowa.
Jack: No już otwórz buzię!
Kim: Ale.. dobrze mamo...
***
Falafel strasznie się denerwował. Nie sądził, że przyjdzie aż tyle osób. Z jego głowy wyleciały wszystkie lekcje w "jaskini". Za każdym razem, gdy próbował improwizować jego stopa przygniatała zgrabne kopytko Tootsie. Koza w końca nie wytrzymała i wybiegła z sali. Phil poczuł jak po jego czole spływają pierwsze krople potu. Na jego twarzy pojawił się nerwowy uśmiech, który miał wyjaśnić sędziom, że powinien zostać zdyskwalifikowany. Ci może podjęliby taką decyzję, gdyby nie Martinez. Chłopak wstał i szybko podbiegł do przyjaciela. Cieszył się, iż rola kobiety przypadła cudzoziemcowi, ponieważ dziwnie byłoby mu tańczyć z facetem...
Jerry ujął dłoń Falafela i kazał mu robić to co on. Ten z wdzięcznością pokiwał głową. Trochę uspokojony położył rękę na ramieniu nastolatka. Zaczęło się. Latynos tańczył tak jak jeszcze nigdy. Każdy jego ruch urzekał tak samo publiczność jak i jurorów, którzy przestali obserwować inne tańczące pary. Phil również dobrze sobie radził. Trema zniknęła. Widocznie potrzebował bardzo dobrego partnera, by poczuć się pewnie.
W pomieszczeniu nastała cisza. Jerry oraz Phil ukłonili się uhonorowując swój występ. Sędziowie wraz z licznie zebraną publicznością wstała z miejsc i obdarzyła ich gromkimi brawami.
Sędzia: Nie mamy chyba żadnych wątpliwości kto wygrywa tegoroczne zawody taneczne. Philipina i.. jakiś chłopak! - powiedział wręczając tej dwójce wielki puchar. Martinez wyrwał mu z ręki mikrofon i zaczął wygłaszać swoje przemówienie.
Jerry: Dziękuję mamie, tacie, mojemu kuzynowi Pepitto. Nie znoszę cię stary! A i... raz, dwa, trzy - z głośników kolejny raz wydobyła się muzyka. Całą salę wypełniły tańczące dzieciaki, nastolatki, a nawet dorośli. Falafel wyszedł z tłumu i spojrzał na puchar trzymany w ręku. Tak, tego dnia z pewnością nie zapomni...
♥♥♥
Zamierzałam zrobić fajne zakończenie coś typu Jerry i bieliźniany dance w szkole. Nie napisałam tego, bo... nie chciało mi się. Obiecałam sobie, że rozdział dodam dzisiaj, a nie miałam już siły, żeby napisać coś jeszcze. Rozdział i tak jest długi, więc... chyba mi wybaczycie.
Moje wypociny dedykuję wspaniałej Idziosze, przez dłuższy czas myślałam, że tylko ty pamiętasz o tym blogu oraz jakże niesamowitej Tami Góźik. Dziękuję za to, że napisałaś o tym opowiadaniu na swoim blogu ;** Teraz zamierzam ci się odwdzięczyć.
Kickin' it-moja-wersja
To naprawdę interesująca historia o Kick'u, która ma bardzo ciekawą fabułę. Wpadnijcie na tego bloga, naprawdę warto :D
W pomieszczeniu dało się słyszeć ciche skrzypienie podłogi oraz muzykę lecącą z głośników. Latynos i Tootsie jakby unosili się w powietrzu. To wszystko przez Martineza. Taniec jest jedyną czynnością w jaką wkłada sto procent. Na parkiecie staje się kimś więcej, niż słabym uczniem, żartownisiem, czy nieogarniętym acz bardzo lojalnym przyjacielem. Na zewnątrz wychodziła jego druga osobowość. Dzięki niej był niepokonany.
Jerry: Whoo Tootsie! Nieźle ruszasz tymi kopytkami mała - zawołał, gdy w "jaskini" na nowo zapanowało cisza. - No Phil, teraz ty - dodał po chwili odstępując mu miejsce przy kozie. Mężczyzna podszedł do swej ulubienicy ukrywając narastający w nim strach i podziw. Zamknął oczy, usłyszał muzykę i... wylądował na podłodze. Tootsie kopnęła go, ponieważ ten robiąc pierwszy krok nastąpił na jej kopyto. - To będzie dłuuuuugi dzień.
***
Głowa Kimberly powoli opadła na ramię Brewera. Dwie godziny opieki nad siedemnastolatkiem wykończyły ją. Mimo licznych prób nie udało jej się wyswobodzić z ramion Morfeusza. Chłopak odetchnął z ulgą, po czym odsunął się, by nie zarazić blondynki. Podczas jej obecności choroba trochę się wyciszyła, ale wolał nie ryzykować. Ułożył ją na swoim łóżku i delikatnie, by jej nie obudzić przykrył drobne ciało dziewczyny kocem. Ucałował jej czoło głaszcząc ciepły policzek. Był wdzięczny za to, że tu przyszła. Może była nieznośna i nadopiekuńcza, ale jednak była przy nim. A to najbardziej się dla niego liczyło. Czuł, że krótka wizyta szkolnej piękności dodała mu sił. Gorączka powoli ustępowała, a pokój nie był już tak regularnie obsypywany chusteczkami. Zdumiewające było jak szybko choroba ustępowała.
Pani B: Co ty tu robisz dziecko? Powinieneś leżeć w łóżku! - krzyknęła przerażona, gdy ujrzała swojego syna z bladym uśmiechem na twarzy wchodzącego do kuchni. Jack przyłożył palec do ust i wskazał na drzwi swojego pokoju. Kobieta nie zrozumiała co siedemnastolatek próbował jej przekazać.
Jack: Kim zasnęła. Niańczenie mnie trochę ją zmęczyło - szepnął przygotowując swej ukochanej gorące kakao. Gdy wszystko było już gotowe szatyn włożył kubek na małą tacę, po czym ruszył do sypialni.
Pani B: Nie wierzę, że spotykają się dopiero 2 miesiące. Zachowują się jak stare małżeństwo...
Kilka dni później...
Paczka Wasabiego przekroczyła próg szkoły. Kogoś jednak brakowało. Kim. Właśnie jej Brewer, któremu w przeciągu 3 dni udało się całkowicie wyzdrowieć, szukał wzrokiem. Nie wiedział co się stało. Ostatni czas spędził w towarzystwie blondynki, więc teraz mu jej brakowało. Tęsknił za jej rozśmianymi oczami i pięknym, melodyjnym głosem. Przyjaciele uspokajali chłopaka, lecz ich działanie okazało się bezskuteczne. Szatyn wciąż przeczesywał wzrokiem szkolne korytarze rozglądając się za swoją sympatią. Gdy wydawało się, że już odpuścił. wyciągnął z kieszeni telefon i wyszukał w kontaktach siedemnastolatkę.
Grace: Jack, Kim na pewno nic się nie stało... - próbowała go uspokoić. - Co ty robisz?
Jack: Nic - pisnął odwracając się do brunetki plecami. Ta westchnęła, po czym wskazała na komórkę chłopaka. Martinez porozumiewawczo spojrzał na Eddie'go oraz Miltona. Ruszył ku przyjacielowi, który badawczo się mu przyglądał. W tym czasie Jones zaszedł go od tyłu i wyrwał mu smartfon z ręki. Szybko przekazał go Krupnickowi, a ten rzucił nim do Grace. Niczego niespodziewająca się dziewczyna nie złapała telefonu. Gdy spadł na podłogę, przepraszająco spojrzała na jego właściciela. Ten wykorzystując moment nieuwagi przyjaciół zaczął biec w stronę wyjścia.
Grace: Dlaczego ty się tak o mnie nie martwisz, Jerry? - spytała spoglądając w stronę swojego chłopaka. Jej wzrok przeszył go od stóp do głowy. Latynos przełknął ślinę.
Jerry: Poczekaj, Jack! Idę z Tobą! - krzyknął, po czym zniknął w drzwiach prowadzących na zewnątrz...
***
Phil poprawił bujne loki swojej blondperuki. Nie wierzył w to, że Tootsie wyciągnęła dłuższą słomkę i to w zawodach tanecznych musiał być kobietą. Chociaż... czerwona sukienka wieczorowa była całkiem wygodna, a szminka tego samego koloru dodawała mu uroku.
Przebranie Falafela sprowadzała do niego tłumy adoratorów, którzy przestawali zabiega o jego względy, gdy tylko dowiadywali się, iż startują do mężczyzny. Wracali wtedy do swoich partnerek i przepraszali je za to co powiedzieli wcześniej. Cudzoziemiec widząc to wybuchał głośnym śmiechem. Właśnie po to tu przyszedł. By dobrze się bawić i mieć co wspominać.
Phil: Gdzie jest Jerry? - spytał zaczynając się niepokoić. Konkurs zaczynał się za kilka minut, a jego nauczyciela w dalszym ciągu nie było w sali. Spojrzał na poprawiającą swój garnitur Tootsie oczekując od niej odpowiedzi. Nie uzyskał jej, ale za to usłyszał znajomy głos.
Eddie: Może po konkursie wyskoczymy gdzieś razem, piękna?
Phil: Może innym razem, muszę znaleźć Jerry'ego - odparł odwracając się w stronę chłopaka. Jones przerażony cofnął się kilka kroków, a z jego ust wydobył się ogłuszający krzyk. Milton, Grace, Rudy, Stephanie (dziewczyna Rudy'ego) i Jerry stojący przy wejściu głośno się zaśmiali.
Rudy: Niezła kiecka Phil.. mam nadzieję, że tańczysz tak dobrze jak wyglądasz.
Jerry: Bez obaw, Rudy. Zobaczysz na co go stać... - powiedział z tajemniczym błyskiem w oku. Wraz z przyjaciółmi zajął miejsca przygotowane specjalnie dla publiczności i uśmiechnął się do Falafela. Z głośników zaczęła lecieć powolna muzyka. Teraz nie była odwrotu...
***
Uszu Crawford dobiegło pukanie do drzwi. Dziewczyna wychrypiała ciche "proszę", po czym zanim się obejrzała została napadnięta przez Jack'a. Na widok chłopaka na jej ustach pojawił się blady uśmiech. Szatyn rozejrzał się po pokoju. Wyglądał dokładnie tak samo jak jego sypialnia jeszcze kilka dni temu. Spojrzał na Kimberly, która owinęła się różowym kocem z podobizną Hello Kitty.
Kim: Wiedziałeś, że gorączka jest zaraźliwa? - zapytała spoglądając na zmartwionego siedemnastolatka. Ten nie odpowiedział. Zamiast tego wybiegł z pomieszczenia, by po chwili wrócić z miską wypełnioną po brzegi domowym rosołem.
Jack: Otwórz buzię, leci samolocik - powiedział tak jakby rozmawiał z małym dzieckiem. Dziewczyna przecząco pokręciła głową odsuwając się od Brewera.
Kim: Jack, nie sądzę, żeby... - nie dokończyła, ponieważ chłopak wepchnął jej do ust łyżkę pełną gorącej zupy. - Możesz przestać? - szepnęła, gdy po raz kolejna została zmuszona do przełknięcia rosołu. Jack zignorował jej słowa.
Jack: No już otwórz buzię!
Kim: Ale.. dobrze mamo...
***
Falafel strasznie się denerwował. Nie sądził, że przyjdzie aż tyle osób. Z jego głowy wyleciały wszystkie lekcje w "jaskini". Za każdym razem, gdy próbował improwizować jego stopa przygniatała zgrabne kopytko Tootsie. Koza w końca nie wytrzymała i wybiegła z sali. Phil poczuł jak po jego czole spływają pierwsze krople potu. Na jego twarzy pojawił się nerwowy uśmiech, który miał wyjaśnić sędziom, że powinien zostać zdyskwalifikowany. Ci może podjęliby taką decyzję, gdyby nie Martinez. Chłopak wstał i szybko podbiegł do przyjaciela. Cieszył się, iż rola kobiety przypadła cudzoziemcowi, ponieważ dziwnie byłoby mu tańczyć z facetem...
Jerry ujął dłoń Falafela i kazał mu robić to co on. Ten z wdzięcznością pokiwał głową. Trochę uspokojony położył rękę na ramieniu nastolatka. Zaczęło się. Latynos tańczył tak jak jeszcze nigdy. Każdy jego ruch urzekał tak samo publiczność jak i jurorów, którzy przestali obserwować inne tańczące pary. Phil również dobrze sobie radził. Trema zniknęła. Widocznie potrzebował bardzo dobrego partnera, by poczuć się pewnie.
W pomieszczeniu nastała cisza. Jerry oraz Phil ukłonili się uhonorowując swój występ. Sędziowie wraz z licznie zebraną publicznością wstała z miejsc i obdarzyła ich gromkimi brawami.
Sędzia: Nie mamy chyba żadnych wątpliwości kto wygrywa tegoroczne zawody taneczne. Philipina i.. jakiś chłopak! - powiedział wręczając tej dwójce wielki puchar. Martinez wyrwał mu z ręki mikrofon i zaczął wygłaszać swoje przemówienie.
Jerry: Dziękuję mamie, tacie, mojemu kuzynowi Pepitto. Nie znoszę cię stary! A i... raz, dwa, trzy - z głośników kolejny raz wydobyła się muzyka. Całą salę wypełniły tańczące dzieciaki, nastolatki, a nawet dorośli. Falafel wyszedł z tłumu i spojrzał na puchar trzymany w ręku. Tak, tego dnia z pewnością nie zapomni...
♥♥♥
Zamierzałam zrobić fajne zakończenie coś typu Jerry i bieliźniany dance w szkole. Nie napisałam tego, bo... nie chciało mi się. Obiecałam sobie, że rozdział dodam dzisiaj, a nie miałam już siły, żeby napisać coś jeszcze. Rozdział i tak jest długi, więc... chyba mi wybaczycie.
Moje wypociny dedykuję wspaniałej Idziosze, przez dłuższy czas myślałam, że tylko ty pamiętasz o tym blogu oraz jakże niesamowitej Tami Góźik. Dziękuję za to, że napisałaś o tym opowiadaniu na swoim blogu ;** Teraz zamierzam ci się odwdzięczyć.
Kickin' it-moja-wersja
To naprawdę interesująca historia o Kick'u, która ma bardzo ciekawą fabułę. Wpadnijcie na tego bloga, naprawdę warto :D

Dziękuję za dedykację :)
OdpowiedzUsuńRozdział naprawdę świetny! Jerry i jego jaskinia.. on tańczył z kozą! :D Jack i Kim.. haha! Gadają na siebie a robią to samo :D Do tego rozdział długi..
Naprawdę super :)
Trzymaj się ciepło!
Dziękuję kocie :**
OdpowiedzUsuńWspaniały rozdział.
Jak każdy inny.
Masz talent i to wielki.
Kocham twoje opowiadania.
Jerry i koza chyba mają się ku sobie...
Kim i Jack. Och... Wielbią się normalnie!
A ja wielbię ciebie!
Dziękuję ,że TY poradziłaś moje coś na twoim wspaniałym blogu.
Przeież moje opowiadania są gorsze od twoich.
Jeszcze raz Dziękuję.
POzdrawiam i całuję czekając na nn>>>>
Hej :) Zostałaś przeze mnie nominowana do Liebster Award :) Więcej informacji znajdziesz tutaj: http://last-look-love.blogspot.com/2014/07/liebster-award.html
OdpowiedzUsuń