Siedziałam na łóżku trzymając naszyjnik w ręku. Zastanawiałam się nad tym wszystkim. Co miał znaczyć ten sen? I co najważniejsze.. czy to co mi się przyśniło było prawdziwe. Naszyjnik mówił mi, że tak, ale sama nie wiedziałam już co robić..
Jerry: Kim! Kim! - zawołał wbiegając do pokoju.
Grace: Co ty robisz w łóżku?! Już dawno powinnaś wstać!
Eddie: Pospiesz się Kim. Chyba nie chcesz się spóźnić na swój własny ślub.
Kim: Ślub?! Ale przecież.. -nie, ja nie mogę wyjść za Brody'ego. Nie chcę tego.. ale wygląda na to, że nie mam wyjścia. - Będę gotowa za godzinę.Możecie już iść - powiedziałam cicho. - gdy moi przyjaciele opuszczali pokój zauważyłam coś dziwnego. - Grace ty zostań!
Grace: O co chodzi? - spytała gdy wszyscy opuścili pomieszczenie.
Kim: Co to jest? - zawołałam wskazując na liczne siniaki na ramieniu Parkins.
Grace: A to nic.. spadłam ze schodów. Może w czymś ci pomóc?
Kim: Nie dzięki, poradzę sobie - powiedziałam i gestem pokazałam, że może odejść. - Ona coś ukrywa.. - szepnęłam gdy moja przyjaciółka wyszła. Nie mam czasu na rozmyślanie Muszę się przygotować...
Kiedy byłam gotowa założyłam naszyjnik, który dostałam od Jacka i zeszłam na dół.
Pani C: Och Kim.. wyglądasz cudownie.
Kim: Dzięki mamo- odpowiedziałam spuszczając głowę.
Pani C: Coś się stało?
Kim: Nie, wszystko w porządku. Wydaje ci się!
Julia: Kim wszystko gotowe. Zostało ci 10 minut - odparła podchodząc do mnie.
Kim: Ktoś cię pobił? Kto? Już nie żyje!
Julia: Nie, nie! Kim ja tylko spadłam..
Kim: Nie próbuj mi wmawiać, że spadłaś ze schodów! Coś się dzieję, a ja prędzej czy później owiem się, co!
Julia: Masz 10 minut - powiedziała i odeszła.
Milton: Kim uśmiechnij się! Wychodzisz za mąż..
Kim: Taa za frajera, który mnie zdradza - mruknęłam pod nosem.
Milton: Coś mówiłaś?
Kim: Nie, nic!
Milton: Doobra.. - powiedział i spojrzał na naszyjnik.
im: Coś nie tak? - pytałam odruchowo spoglądając na wisiorek.
Milton: Jerry, chodź u szybko!
Jerry: O co chodzi tym razem, Milty? - Krupnick pochylił się i powiedział coś Martinezowi. Zrozumiałam tylko jedno słowo: "Naszyjnik.." - Śliczny naszyjnik Kim.. skąd go masz?
Kim: Dostałam..
Jerry: Od kogo? - spytał podejrzliwie.
Kim: Od przyjaciela - odprałam rumieniąc się.
Julia: Pięć minut! - dobiegł mnie głos Julie.
Kim: Muszę iść - powiedziałam i udałam się do parku.. miejsca, w którym miałam zniszczyć sowje życie...
***
Grace, Jerry, Eddy, Milton i Julia stali w ogrodzie strasznie przejęci rozmawiali o tym co przed chwilą zauważyli.
Grace: Jerry jesteś pewien, że to ten naszyjnik?
Jerry: Oczywiście! Widziałem go milion razy.. Jack chciał go dać Kim.. ale ona wybrała Brody'ego.
Eddie: Nie jestem tego taki pewien.
Milton: Dalczego?
Julia: Gołym okiem można zauważyć, że Kim wcale nie chce tego ślubu. Coś musiało się stać.. ale co?
Jerry: Czy to istotne? Ważne, że za niego nie wyjdzie! Bo nie wyjdzie za niego.. prawda?
Milton: Jerry.. przykro mi to mówić, ale Kim postanowiła, że wbrew swoim uczuciom zniszczy sobie życie.
Jerry: Ale ten naszyjnik. nie rozumiecie? Jack nigdy nie dał tego naszyjnika Kim, a ona w tej chwili go nosi! Jest tylko jedno logiczne wyjaśnienie tej sytuacji..
Milton: Bo ty naprawdę znasz się na logicznym myśleniu.
Jerry: Na pewno lepiej niż ty!
Milton: Ja skończyłem studia Jerry. Mam doktorat!
Jerry: A ja mam najpiękniejszą dziewczynę na świecie. Pobijesz to?
Eddie: Przestańcie się kłócić! Jerry mów jakie wyjaśnienie.
Jerry: Wrócił..
Grace: Jerry to niemożliwe! Jack wie, że kiedy zbliży się do Seaford wszystko pogorszy. A jeżeli zbliżyłby się do Kim byłoby już po nim..
Julia: Grace ma racje! On nie wrócił.. nie mógł wrócić..
Eddie: Jeżeli nie wrócił to jak dał Kim ten naszyjnik?
Milton: Wysłał pocztą?
Grace: Zostawił go w Seafod, żeby Kim go znalazła?
Julia: Albo porwał ją, w jakiś sposób pokazał jej wszystko o czyn powinna wiedzieć, sprawił, że znowu się w ni zakochała, a kiedy chciał ją wypuścić dał jej ten naszyjnik, żeby jej o nim przypominał.
Jerry: A mówią, że o ja mam bujną wyobraźnię..
***
Zaczęło się.. nie mogę zapomnieć jego słów: "Nie myśl Kim.. czuj!" Jakby to było takie proste! Nie mogę odwołać tego ślubu. Wszyscy chcą, żebym wyszła za Brody'ego. Nie mogę ich zawieść i zostawić Carlsona dla własnego szczęścia..
Ksiądz: Czy ty Brody Carlsonie bierzesz tutaj obecną Kimberly Crawford..
Kim: Kim! Jestem Kim..
Ksiądz: Dobrze.. czy bierzesz Kim Crawford za żonę i ślubujesz jej miłość, wierność i uczciwość małżeńską dopóki śmierć was nie rozłączy?
Brody: Oczywiście!
Ksiądz: Cz ty Kimberly Cra.. - przerwał gdy zobaczył moje groźne spojrzenie - Przepraszam.. czy ty Kim Crawford bierzesz Brody'ego Carlsona za męża i ślubujesz mu.. - nie słyszałam reszty słów. Myślałam o Jacku.. to jego kocham! To on powinien tu stać i ślubować mi miłość wierność aż do śmierci. On.. nie Brody. - ... dopóki śmierć was nie rozłączy?
Kim: Ja.. - nie wiedziałam co powiedzieć. Stałam i niewidzącym wzrokiem wpatrywałam się w Brody'ego.
Nagle poczułam w sobie wielką siłę. Coś takiego czułam tylko wtedy, kiedy.. kiedy Jack był blisko.. - Ja.. ja nie chcę!
Brody: Wspaniale! Proszę o obrączki!
Ksiądz: Ale ta pani powiedziała nie.
Brody: C-co?! Ale jak?! - zawołał już nic nie rozumiejąc.
Kim: Mamo, tato - powiedziałam podchodząc do niech. - Przepraszam.. wiem, że bardzo zależało wam na tym ślubie. Ale ja.. ja kocham kogoś innego.
Pan C: Wiemy skarbie.
Pani C: I wcale nie gniewamy się o ten ślub. Nienawidzimy Brody'ego! - odparła uśmiechnięta.
Kim: To dlaczego chcieliście, żebym za niego wyszła?!
Grace: Myśleli, ż jesteś z nim szczęśliwa.
Jerry: Ale cieszymy się, że posłuchałaś serca i w ostatniej chwili się ogarnęłaś. Nie wybaczyłbym sobie, gdybyś wyszła za takiego frajera!
Eddie: Pewnie dlatego, że Jack by cię zabił!
Julia: Zapomnieliście, że nie możemy o nim mówić przy Kim?
Milton: Przecież ona już wszystko wie!
Grace: I właśnie dlatego Jack wróci i Kim nareszcie będzie z facetem, który naprawdę ją kocha.
Kim: Chwila, chwila, chwila... chwila! Skąd wiecie, że wiem o Jacku?
Pani C: Naszyjnik Kim... naszyjnik.
Kim: Dobra to wyjaśnia jedno. Skąd wiedziliście, że sę w nik zakochałam.. znowu.
Jerry: Wale nie znowu. W głębi serca nigdy nie przestałaś go kochać.
Grace: A wracając do twojego poprzedniego pytanie.. Dzisiaj byłaś szczęśliwa.
Eddie: Ae też smutna.
Julia: Twoje szczęście było inne niż wcześniej..
Milton: Kiedy byłaś z Brody'm wydawało ci się, że jesteś szczęśliwa. Ale dzisiaj byłaś szczęśliwa.. tak naprawdę.
Eddie: Domyśliliśmy się,że to przez Jacka.
Jerry: Byliśmy pewni, że byłaś nie byłaś przez niego smutna.
Grace: A to znaczyło tylko, że Brody przyćmiewa twoje szczęście.
Julia: Dobra teraz wiesz już wszystko.. Teraz chcemy wiedzieć skąd wzięłaś ten naszyjnik. - otworzyłam usa, żeby opowiedzieć im całą historię, kiedy poczułam mocny ucisk na moim ramieniu,
Brody: DOŚĆ! Kim jest moja! Tylko moja! Nie po to tyle się natrudziłem, żebyś w końcu o nim zapomniała, żeby teraz wysłuchiwać jak bardzo go kochasz!
Kim: To byłeś ty?! Straciłam pamięć przez ciebie?!
Brody: No jasne, że przez mnie! Miałem dość tego, że byłaś ze mną, ale wciąż myślałaś o nim!
Kim: Zniszczyłeś mi życie. Przez ciebie straciłam osobę, którą kochałam. Zmusiłeś moich przyjaciół do kłamstwa, a teraz jeszcze ich pobiłeś! Jak ty mogłeś?! Zaufałam ci..
Brody: I o był twój największy błąd.
Kim: Wcale nie! Moim największym błędem było to, że za dużo myślałam, a nigdy nie czułam. Teraz będzie inaczej. Będę słuchała głosu serca. A moje serce mówi, że w moim życiu nie ma miejsca dla takiego idioty! - po tych słowach Carlson mnie spoliczkował.
Brody: Odszczekaj to blondi albo skończysz gorzej niż te dwie szmaty, które nazywasz swoimi przyjaciółkami!
Kim: Proszę bardzo. Pobij mnie! Życie bez miłości nie ma sensu,a przez ciebie ją straciłam, więc nie mam nic do stracenia.
Brody: Bo pierwsze swoją "miłość" straciłaś, bo tak chciałaś! Po drugie: jeśli jesteś pewna, że nic nie stracisz to może najpierw zabawimy się twoją matką!
Kim: Nie, proszę cię nie rób jej krzywdy. Zrobię ci zechcesz tylko proszę nie rób jej krzywdy! - powiedziałam i poczułam jak łzy spływają po moich policzkach.
Brody: Za późno na błagania, Kimmy!
Kim: Nie mów do mnie Kimmy! Tylko Jack może mnie tak nazywać! - i wtedy przypomniały mi się słowa Jacka: "Jeżeli nie będziesz wiedziała co robić albo będziesz potrzebować pomocy, pomyśl o mnie, pomogę ci..." - Jack - szepnęłam chwytając naszyjnik. Zamknęłam oczy i całą uwagę skupiłam na Brewerze. - Jack, proszę.. pomóż mi..
Brody: Och Kimmy.. nawet Brewer ci teraz nie pomoże zignorowałam jego słowa. Byłam pewna, że mogę liczyć na Jacka.
Kim: Proszę..
Jack: Brody, Brody, Brody.. ty chyba nie wiesz jaką moc ma miłość. Och tak.. zapomniałem, przecież ty nie wiesz co to jest! - powiedział wyłaniając się spośród tłumu gości. - A tak poza tym to nieładnie nie zaprosić starego kumpla na swój własny ślub. Przecież wiesz, że z chęcią zobaczyłbym jak wpadasz w furię kiedy Kim mówi nie.
Brody: Brewer..
Kim: Jack!
- Jack! - zawołali zdumieni goście.
Jerry: Jak ty tu..?
Eddie: Co ty tu robisz?!
Rudy: Whoo! Nareszcie znowu zacznę wygrywać turnieje!
- Rudy!
Rudy: No co?! Nie obraźcie się, ale bez Jacka byliście beznadziejni!
Grace: A wracając do bardziej istotnych spraw.. Skąd się tu wziąłeś?
Jack: To nie jest ważne. Teraz muszę pomóc Kim - powiedział zbliżając się do Carlsona. - Albo ładnie przeprosisz Kim albo skończysz w szpitalu.
Brody: Ani mi się śni przepraszać jakąś głupią blondi!
Jack: Teraz to ja cię zabiję! - zawołał i rzucił się na chłopaka. Nikt go nie powstrzymał. A ja myślałam tylko o jednym: "Nareszcie ma za swoje.."
Po 10 minutach poobijany Carlson podniósł się z ziemi i odszedł mówiąc..
Brody: Dopadnę cię Brewer! Nie wiem gdzie, nie wiem kiedy, ale cię dopadnę! I tą twoją dziunię też!
Kim: Dziękuję, nie wiem co bym bez ciebie zrobiła - powiedzaiałąm rzucając się chłopakowi na szyję.
Jack: Pewnie wyszłabyś za tego frajera i zniszczyła sobie życie - po tych słowach uderzyłam go w ramię.
Kim: To za to, że wyjechałeś! - powiedziałam, po czy musnęłam jego usta.
Kim: A to za całą resztę..
Jack: Nie powinnaś mnie bić.
Kim: Dlaczego?
Jack: Bo ja wcale nie wyjechałem z Seaford!
Jerry: Jak to nie wyjechałeś, Yo?
Rudy: Mówisz, że cały czas byłeś w Seaford?! Mógłbyś się pokazać na chociaż jednym treningu przez te 5 lat!
- Rudy!
Rudy: Sorki.
Kim: Teraz już wiem.. - szepnęłam.
Jack: Co wiesz?
Kim: Czułam, że ktoś kogo kocham jest obok. Myślała, że chodzi o Brody'ego, ale to byłeś ty. Przez cały czas to byłeś ty!
Po chwili Jerry wtulił się w swoją dziewczynę płacząc. No tak.. on nigdy się nie zmieni.
Jerry: To jakbym oglądał najromantyczniejszy film świata.
Kim: Jerry, życie to nie film. Takie coś to tylko w snach!
Jack: A jeżeli już mówisz o snach to muszę ci coś pokazać - odparł wyciągając rękę. Złapałam ją i już po chwili park zniknął, a przed moimi oczami rozpościerał się salon zaśmiecony zdjęciami Brody'ego i mnie.
Nagle zdjęcia rozpłynęły się w powietrzu, a na ich miejsce pojawiły się nowe. Zdjęcia moje, Jacka i całej bandy Wasabiego.
Kim: Jak to możliwe?
Jack: Tyko ty możesz odpowiedzieć na to pytanie.
Kim: Jack nie drocz się ze mną. Przecież wiesz, że mam wpływu na przeszłość. Wybrałam Brody'ego.. teraz po prostu zmieniłam swoją decyzję. Sam mówiłeś, że nie mogę jej cofnąć.
Jack: Nie możesz cofnąć decyzji, bo jeszcze jej nie podjęłaś.
Kim: Co? - spytałam już nic nie rozumiejąc. - O czym ty mówisz? Podjęłam decyzję 5 lat temu.
Jack: Czas to tylko iluzja.
Kim: W dalszym ciągu nie wiem o co ci chodzi.
Jack: Serio nie łapiesz?
Kim: Nie..
Jack: To może teraz zrozumiesz.. - powiedział znikając.
Kim: Nie mówcie mi, że to kolejny sen.
Jack: Tak, Kim to sen.. - odezwał się w mojej głowie.
Kim: Pięknie, czyli obudzę się za 5..4..3..2
***
Kim: Jack. Jack. Jack! JACK! - wołała niespokojnie kręcąc się we śnie. - Jack! - nagle blondynka otworzyła oczy i rozejrzała się wokół. Przejrzała się w lusterku i uznała, że "znów" ma 16 lat.
Grace: Kim, daj człowiekowi spać! Jest dopiero 12 po południu! - powiedziałą rzuczjąc w Craford poduszką.
Julia: No właśnie. kiedyś przecież musimy odsypiać.
Kim: Nie mam czasu na kolejny wykład o tym jak to sen jest potrzebny człowiekowi! Gdzie jest Jack? Muszę z nim pogadać.
Grace: Domyśliłyśmy się!. Przez ostatnie 10 minut nic tylko powtarzasz: Jack, Jack..
Julia: Jest w parku - przerwała brunetce.
Kim: Dzięki Julie! Pa Grace! - zawołał wybiegając z pokoju.
Grace: Kim chyba nie chcesz biec przez miasto i rozmawiać z Jackiem w piżamie! - dobiegł ją głos przyjaciółki. Ale ona nie przejmowała się swoim stryjem. Dla niej liczył się tylko Jack.
Kim: Jack! Jack! - krzyczała biegnąc w stronę parku. W pewnej chwili dostrzegła go. Siedział na ławce i wpatrywał się w ekran swojego telefonu. Gdy usłyszał głos blondynki rozejrzał się. - Jack! - zawołała - skoczyła na chłopaka. Berwer z trudem utrzymał równowagę. Natomiast Kimberly wesoło wpatrywała się w szatyna.
Jack: Co ty tu robisz i to.. w takim stroju?
Kim: Muszę z tobą porozmawiać.
Jack: A to nie może zaczekać?
Kim: Nie! To bardzo ważne! Chodzi o to, że.. nie chce żałować przez całe życie, że nigdy nie słuchałam serca i kierowałam się tym co wydawało mi się najważniejsze. Nie chce przez jedną głupią decyzję cię stracić. Nie chcę..
Jack: O czym ty mówisz, Kim? Przecież nigdy mnie nie stracisz. Jesteśmy przyjaciółmi.
Kim: No właśnie.. przyjaciółmi. Nie chcę tego. Nie chcę, żebyś był moim przyjacielem. Teraz wiem, że nigdy tego nie chciałam.
Jack: Teraz to już nic nie rozumiem.
Kim: Chcę, żebyś był kimś więcej. Nie pozwolę, żeby Brody albo ktokolwiek zmienił moje uczucia. W sumie to już niemożliwe.
Jack: Kim ja.. - chłopak nie wiedział co powiedzieć. Był szczęśliwy. Tak bardzo szczęśliwy. Jednak jego twarz wyrażała jedynie zdziwienie.
Kim: Wiesz.. teraz już wiem, czemu wtedy wybrałam inaczej. Ja.. ja przepraszam. Nie powinnam tego mówić. Zapomnij o tym! - odparła i odwróciła się z zamiarem odejścia z zamiarem odejścia. Na szczęście szatyn złapał dziewczynę za ramię, przyciągnął do siebie i..pocałował.
Brody: Wspaniale! Proszę o obrączki!
Ksiądz: Ale ta pani powiedziała nie.
Brody: C-co?! Ale jak?! - zawołał już nic nie rozumiejąc.
Kim: Mamo, tato - powiedziałam podchodząc do niech. - Przepraszam.. wiem, że bardzo zależało wam na tym ślubie. Ale ja.. ja kocham kogoś innego.
Pan C: Wiemy skarbie.
Pani C: I wcale nie gniewamy się o ten ślub. Nienawidzimy Brody'ego! - odparła uśmiechnięta.
Kim: To dlaczego chcieliście, żebym za niego wyszła?!
Grace: Myśleli, ż jesteś z nim szczęśliwa.
Jerry: Ale cieszymy się, że posłuchałaś serca i w ostatniej chwili się ogarnęłaś. Nie wybaczyłbym sobie, gdybyś wyszła za takiego frajera!
Eddie: Pewnie dlatego, że Jack by cię zabił!
Julia: Zapomnieliście, że nie możemy o nim mówić przy Kim?
Milton: Przecież ona już wszystko wie!
Grace: I właśnie dlatego Jack wróci i Kim nareszcie będzie z facetem, który naprawdę ją kocha.
Kim: Chwila, chwila, chwila... chwila! Skąd wiecie, że wiem o Jacku?
Pani C: Naszyjnik Kim... naszyjnik.
Kim: Dobra to wyjaśnia jedno. Skąd wiedziliście, że sę w nik zakochałam.. znowu.
Jerry: Wale nie znowu. W głębi serca nigdy nie przestałaś go kochać.
Grace: A wracając do twojego poprzedniego pytanie.. Dzisiaj byłaś szczęśliwa.
Eddie: Ae też smutna.
Julia: Twoje szczęście było inne niż wcześniej..
Milton: Kiedy byłaś z Brody'm wydawało ci się, że jesteś szczęśliwa. Ale dzisiaj byłaś szczęśliwa.. tak naprawdę.
Eddie: Domyśliliśmy się,że to przez Jacka.
Jerry: Byliśmy pewni, że byłaś nie byłaś przez niego smutna.
Grace: A to znaczyło tylko, że Brody przyćmiewa twoje szczęście.
Julia: Dobra teraz wiesz już wszystko.. Teraz chcemy wiedzieć skąd wzięłaś ten naszyjnik. - otworzyłam usa, żeby opowiedzieć im całą historię, kiedy poczułam mocny ucisk na moim ramieniu,
Brody: DOŚĆ! Kim jest moja! Tylko moja! Nie po to tyle się natrudziłem, żebyś w końcu o nim zapomniała, żeby teraz wysłuchiwać jak bardzo go kochasz!
Kim: To byłeś ty?! Straciłam pamięć przez ciebie?!
Brody: No jasne, że przez mnie! Miałem dość tego, że byłaś ze mną, ale wciąż myślałaś o nim!
Kim: Zniszczyłeś mi życie. Przez ciebie straciłam osobę, którą kochałam. Zmusiłeś moich przyjaciół do kłamstwa, a teraz jeszcze ich pobiłeś! Jak ty mogłeś?! Zaufałam ci..
Brody: I o był twój największy błąd.
Kim: Wcale nie! Moim największym błędem było to, że za dużo myślałam, a nigdy nie czułam. Teraz będzie inaczej. Będę słuchała głosu serca. A moje serce mówi, że w moim życiu nie ma miejsca dla takiego idioty! - po tych słowach Carlson mnie spoliczkował.
Brody: Odszczekaj to blondi albo skończysz gorzej niż te dwie szmaty, które nazywasz swoimi przyjaciółkami!
Kim: Proszę bardzo. Pobij mnie! Życie bez miłości nie ma sensu,a przez ciebie ją straciłam, więc nie mam nic do stracenia.
Brody: Bo pierwsze swoją "miłość" straciłaś, bo tak chciałaś! Po drugie: jeśli jesteś pewna, że nic nie stracisz to może najpierw zabawimy się twoją matką!
Kim: Nie, proszę cię nie rób jej krzywdy. Zrobię ci zechcesz tylko proszę nie rób jej krzywdy! - powiedziałam i poczułam jak łzy spływają po moich policzkach.
Brody: Za późno na błagania, Kimmy!
Kim: Nie mów do mnie Kimmy! Tylko Jack może mnie tak nazywać! - i wtedy przypomniały mi się słowa Jacka: "Jeżeli nie będziesz wiedziała co robić albo będziesz potrzebować pomocy, pomyśl o mnie, pomogę ci..." - Jack - szepnęłam chwytając naszyjnik. Zamknęłam oczy i całą uwagę skupiłam na Brewerze. - Jack, proszę.. pomóż mi..
Brody: Och Kimmy.. nawet Brewer ci teraz nie pomoże zignorowałam jego słowa. Byłam pewna, że mogę liczyć na Jacka.
Kim: Proszę..
Jack: Brody, Brody, Brody.. ty chyba nie wiesz jaką moc ma miłość. Och tak.. zapomniałem, przecież ty nie wiesz co to jest! - powiedział wyłaniając się spośród tłumu gości. - A tak poza tym to nieładnie nie zaprosić starego kumpla na swój własny ślub. Przecież wiesz, że z chęcią zobaczyłbym jak wpadasz w furię kiedy Kim mówi nie.
Brody: Brewer..
Kim: Jack!
- Jack! - zawołali zdumieni goście.
Jerry: Jak ty tu..?
Eddie: Co ty tu robisz?!
Rudy: Whoo! Nareszcie znowu zacznę wygrywać turnieje!
- Rudy!
Rudy: No co?! Nie obraźcie się, ale bez Jacka byliście beznadziejni!
Grace: A wracając do bardziej istotnych spraw.. Skąd się tu wziąłeś?
Jack: To nie jest ważne. Teraz muszę pomóc Kim - powiedział zbliżając się do Carlsona. - Albo ładnie przeprosisz Kim albo skończysz w szpitalu.
Brody: Ani mi się śni przepraszać jakąś głupią blondi!
Jack: Teraz to ja cię zabiję! - zawołał i rzucił się na chłopaka. Nikt go nie powstrzymał. A ja myślałam tylko o jednym: "Nareszcie ma za swoje.."
Po 10 minutach poobijany Carlson podniósł się z ziemi i odszedł mówiąc..
Brody: Dopadnę cię Brewer! Nie wiem gdzie, nie wiem kiedy, ale cię dopadnę! I tą twoją dziunię też!
Kim: Dziękuję, nie wiem co bym bez ciebie zrobiła - powiedzaiałąm rzucając się chłopakowi na szyję.
Jack: Pewnie wyszłabyś za tego frajera i zniszczyła sobie życie - po tych słowach uderzyłam go w ramię.
Kim: To za to, że wyjechałeś! - powiedziałam, po czy musnęłam jego usta.
Kim: A to za całą resztę..
Jack: Nie powinnaś mnie bić.
Kim: Dlaczego?
Jack: Bo ja wcale nie wyjechałem z Seaford!
Jerry: Jak to nie wyjechałeś, Yo?
Rudy: Mówisz, że cały czas byłeś w Seaford?! Mógłbyś się pokazać na chociaż jednym treningu przez te 5 lat!
- Rudy!
Rudy: Sorki.
Kim: Teraz już wiem.. - szepnęłam.
Jack: Co wiesz?
Kim: Czułam, że ktoś kogo kocham jest obok. Myślała, że chodzi o Brody'ego, ale to byłeś ty. Przez cały czas to byłeś ty!
Po chwili Jerry wtulił się w swoją dziewczynę płacząc. No tak.. on nigdy się nie zmieni.
Jerry: To jakbym oglądał najromantyczniejszy film świata.
Kim: Jerry, życie to nie film. Takie coś to tylko w snach!
Jack: A jeżeli już mówisz o snach to muszę ci coś pokazać - odparł wyciągając rękę. Złapałam ją i już po chwili park zniknął, a przed moimi oczami rozpościerał się salon zaśmiecony zdjęciami Brody'ego i mnie.
Nagle zdjęcia rozpłynęły się w powietrzu, a na ich miejsce pojawiły się nowe. Zdjęcia moje, Jacka i całej bandy Wasabiego.
Kim: Jak to możliwe?
Jack: Tyko ty możesz odpowiedzieć na to pytanie.
Kim: Jack nie drocz się ze mną. Przecież wiesz, że mam wpływu na przeszłość. Wybrałam Brody'ego.. teraz po prostu zmieniłam swoją decyzję. Sam mówiłeś, że nie mogę jej cofnąć.
Jack: Nie możesz cofnąć decyzji, bo jeszcze jej nie podjęłaś.
Kim: Co? - spytałam już nic nie rozumiejąc. - O czym ty mówisz? Podjęłam decyzję 5 lat temu.
Jack: Czas to tylko iluzja.
Kim: W dalszym ciągu nie wiem o co ci chodzi.
Jack: Serio nie łapiesz?
Kim: Nie..
Jack: To może teraz zrozumiesz.. - powiedział znikając.
Kim: Nie mówcie mi, że to kolejny sen.
Jack: Tak, Kim to sen.. - odezwał się w mojej głowie.
Kim: Pięknie, czyli obudzę się za 5..4..3..2
***
Kim: Jack. Jack. Jack! JACK! - wołała niespokojnie kręcąc się we śnie. - Jack! - nagle blondynka otworzyła oczy i rozejrzała się wokół. Przejrzała się w lusterku i uznała, że "znów" ma 16 lat.
Grace: Kim, daj człowiekowi spać! Jest dopiero 12 po południu! - powiedziałą rzuczjąc w Craford poduszką.
Julia: No właśnie. kiedyś przecież musimy odsypiać.
Kim: Nie mam czasu na kolejny wykład o tym jak to sen jest potrzebny człowiekowi! Gdzie jest Jack? Muszę z nim pogadać.
Grace: Domyśliłyśmy się!. Przez ostatnie 10 minut nic tylko powtarzasz: Jack, Jack..
Julia: Jest w parku - przerwała brunetce.
Kim: Dzięki Julie! Pa Grace! - zawołał wybiegając z pokoju.
Grace: Kim chyba nie chcesz biec przez miasto i rozmawiać z Jackiem w piżamie! - dobiegł ją głos przyjaciółki. Ale ona nie przejmowała się swoim stryjem. Dla niej liczył się tylko Jack.
Kim: Jack! Jack! - krzyczała biegnąc w stronę parku. W pewnej chwili dostrzegła go. Siedział na ławce i wpatrywał się w ekran swojego telefonu. Gdy usłyszał głos blondynki rozejrzał się. - Jack! - zawołała - skoczyła na chłopaka. Berwer z trudem utrzymał równowagę. Natomiast Kimberly wesoło wpatrywała się w szatyna.
Jack: Co ty tu robisz i to.. w takim stroju?
Kim: Muszę z tobą porozmawiać.
Jack: A to nie może zaczekać?
Kim: Nie! To bardzo ważne! Chodzi o to, że.. nie chce żałować przez całe życie, że nigdy nie słuchałam serca i kierowałam się tym co wydawało mi się najważniejsze. Nie chce przez jedną głupią decyzję cię stracić. Nie chcę..
Jack: O czym ty mówisz, Kim? Przecież nigdy mnie nie stracisz. Jesteśmy przyjaciółmi.
Kim: No właśnie.. przyjaciółmi. Nie chcę tego. Nie chcę, żebyś był moim przyjacielem. Teraz wiem, że nigdy tego nie chciałam.
Jack: Teraz to już nic nie rozumiem.
Kim: Chcę, żebyś był kimś więcej. Nie pozwolę, żeby Brody albo ktokolwiek zmienił moje uczucia. W sumie to już niemożliwe.
Jack: Kim ja.. - chłopak nie wiedział co powiedzieć. Był szczęśliwy. Tak bardzo szczęśliwy. Jednak jego twarz wyrażała jedynie zdziwienie.
Kim: Wiesz.. teraz już wiem, czemu wtedy wybrałam inaczej. Ja.. ja przepraszam. Nie powinnam tego mówić. Zapomnij o tym! - odparła i odwróciła się z zamiarem odejścia z zamiarem odejścia. Na szczęście szatyn złapał dziewczynę za ramię, przyciągnął do siebie i..pocałował.
Kimberly przygryzła dolną wargę. Tak.. sen zrobił swoje.
♥♥♥
Skopałam zakończenie -.- A odskocznie miałam dodać, kiedy? Miesiąc temu? Przepraszam, że dodałam ją tak późno. Dodałabym ją jeszcze później, ale trochę ją skróciłam.
Teraz powiedzcie.. zaskoczyła was ta część odskoczni?
Zajrzyjcie do zapowiedzi, trochę się tam pozmieniało..
Tak jak pisałam na drugim blogu (na którym pojawił się rozdział) dodałam odskocznię, ale jeszcze nie odwieszam bloga. Wszystkie informacje są na drugim blogu.
Liebster Blog Award postaram się dodać jak najszybciej.
Dobra to teraz może.. jeżeli pod odskocznią będzie powyżej 7-8 komów następny rozdział dodam w tym tygodniu, ALE blogi odwieszę dopiero wtedy kiedy będę miała więcej czasu tj. kiedy zaczną się u mnie ferie. Kocham ♥♥♥

Cudo!!!
OdpowiedzUsuńDziewczyno to jest piękne!
To był tylko sen! o.O zaskok forever!
A ja myślałam, że to prawda xDD
Kocham i czekam na rozdział <333
Jezuuuuuu taki zwrot akcji...
OdpowiedzUsuńJezuuuuu popłakałam się ... ze szczęścia. Przypomniałaś.mi scenę z filmu.
Kocham Cię, a to jest takie cudne, boskie i wspaniałe !
I co, że miał być miesiąc temu ? Czas nie gra tu roli
Może to dziwne, ale uświadomiłaś mi, że lepiej coś zrobić, niż później żałować, że się nie zrobiło, że uczucie jest silniejsze niż rozum.
Masz talent, a to było cudne <3
Suuuuper nexta,nexta,nexta szybko bo nie mam już co czytać :****
OdpowiedzUsuńBoskie. Warte czekania.
OdpowiedzUsuńCzekam na next.
<3 <3 Karcia 546 <3 <3
Jeśli mogę Ci doradzić szczerze - jesteś stworzona do pisania odskoczni! I na twoim miejscu tym bym się teraz zajęła
OdpowiedzUsuńOpowiadanie nie wywarło na mnie takiego wrażenia jak to cudo ;)
Twoja Ann ;***