Kimberly z promiennym uśmiechem wstała z łóżka. Długo czekała na ten dzień. 1 grudnia - dokładnie 2 miesiące temu zaczęła spotykać się z Brewerem. Blondynka całą noc wyobrażała sobie atrakcje jakie szatyn z pewnością dla nich przygotował. Nie wiedziała czego się spodziewać. Jack mógł wymyślić wszystko. Romantyczny spacer po parku, piknik pod gwiazdami albo piosenka napisana specjalnie dla niej. Miała duże wymagania, ale znała chłopaka tak długo, że wiedziała, iż Brewer jest zdolny do wszystkiego, żeby uszczęśliwić osoby, które kocha.
Crawford podeszła do okna i zamaszystym ruchem odsłoniła zasłony, by do jej pokoju wpadły jasne promienie słońca. Jednak zamiast słońca dziewczyna ujrzała ulice Seaford zasypane białym puchem.
Zdziwiła się tym widokiem, ponieważ ostatni raz widziała śnieg jako mała dziewczynka.
Ucieszyła się i jak burza wparowała do łazienki, by ubrać się i jak najszybciej wybiec na zewnątrz. Gdy już znalazła się na dworze, ujrzała Jack'a niosącego.. wielkie pudło. Dziewczyna chciała do niego podbiec, lecz kiedy szatyn ją zobaczył mimo woli przyspieszył kroku. Chciał, żeby ten dzień był wyjątkowy tak samo jak każda chwila, którą spędził z blondynką.
Zaskoczona Crawford odwróciła się i zajęła się lepieniem bałwana, w czym pomogli jej Jerry, Grace, Milton i Eddie, którzy podekscytowani przechodzili właśnie obok domu przyjaciółki...
***
Dziewczyny pożegnały się z resztą i śmiejąc się weszły do mieszkania Kim. 17-latka zrobiła sobie i brunetce po kubku gorącej czekolady, po czym razem z nią udała się do swojego pokoju. Obie opadły na łóżku i zaczęły rozmawiać o tym jakie mają szczęście mając takich chłopaków. Kimberly chciała powiedzieć przyjaciółce o tym co stało się dzisiejszego poranka, ale wiedziała jaka będzie jej odpowiedź. Mimo to zapytała Parkins co powinna myśleć o zachowaniu szatyna.
Grace: Kim jesteście razem od dwóch miesięcy! Nie przejmuj się tym, że raz cię olał. Na pewno miał jakiś powód...
Crawford przytaknęła blado się uśmiechając. Sama to przeczuwała, ale musiała usłyszeć te słowa od kogoś innego, by w końcu w nie uwierzyć. Bezgraniczne uczucie jakim darzyła, którym obdarzyła chłopaka upewniało ją, że Jack nie zrobiłby nic czym mógłby ją skrzywdzić. Jednak gdzieś w środku coś podpowiadało jej, że szatyn to zrobi i.. to już dzisiaj. Wewnętrzny głos nie pozwalał dziewczynie zapomnieć o niepokoju, który właśnie w tej chwili opanował całe jej ciało. Brewer przecież nigdy jej nie zranił, zawsze był obok i chronił ją przed cierpieniem, ale intuicja blondynki nigdy jej nie zawodziła.
Rozmyślania Kimberly przerwał dzwoniący telefon. Crawford podniosła przedmiot ze stolika stojącego nieopodal łóżka i spojrzała na wyświetlacz.
Kim: Jack - powiedziała zauważając pytające spojrzenie Parkins. Grace znaczącą się uśmiechnęła, po czym wstała i wyszła z pomieszczenia. Kim głęboko odetchnęła. Palce tak się jej trzęsły, że z ledwością zdołała nacisnąć zieloną słuchawkę. Bała się, że ta rozmowa może być początkiem jej cierpienia. Niepewnie przyłożyła telefon do ucha i poczekała aż osoba po drugiej stronie się odezwie.
Gdy tylko usłyszała ciepły i kojący głos szatyna, niepokój i strach zniknęły. Uspokoiła się jeszcze bardziej, kiedy Jack przeprosił ją za swoje zachowanie i powiedział, że szykuje dla niej niespodziankę. Para wymieniła ze sobą jeszcze kilka słów, po czym każde z nich wróciło do dawnych zajęć. Blondynka uklękła na podłodze i wyciągnęła spod łóżka duże pudło, w którym znajdowało się wiele rzeczy, łącznie z prezentem dla Brewera. Dziewczyna otworzyła małe pudełeczko i wyjęła z niego własnoręcznie zrobioną bransoletkę z napisem J+K. Uśmiechnęła się spoglądając na swe dzieło. Już chciała schować je z powrotem, gdy nagle usłyszała głos przyjaciółki.
Grace: Jest piękna.. zrobisz taką na moją rocznicę z Jerry'm?
Przestraszona Kimberly wzdrygnęła się, lecz zaraz po tym zaczęła krzyczeć na brunetkę za to, że naraziła ją na palpitację serca, po czym słodki się uśmiechając rzuciła "Pewnie" i odłożyła bransoletkę na swoje miejsce.
Obie głośno się zaśmiały, żeby po chwili usiąść na łóżku i wrócić do przerwanej rozmowy...
***
Szczęśliwy Rudy przygotowywał się na spotkanie ze Stephanie. Zobaczy się ze swoją dziewczyną po raz pierwszy od jej wyjazdu do Memphis. Nie mógł się doczekać, aż znów będzie mógł ją przytulić, pocałować... nie chciał tego mówić, ale odkąd jego przyjaciela zaczęli się spotykać czuł się samotny. Oni mogli spędzać ze sobą czas bez przerwy, a przez te 3 miesiące jedyny kontakt z Malone (Stephanie to siostra Joan) to rozmowy przez telefon.
Jerry i Milton powieszali ostatnie dekorację na przyjęcie powitalne 28-latki. Bardzo lubili blondynkę i cieszyli się z jej powrotu.
Milton: Jerry co ty robisz z tym kucykiem? - zapytał widząc, że Martinez zawiesza na ścianie różowego konia. Zirytowany brunet spojrzał na przyjaciela, po czym zeskoczył z drabiny.
Jerry: To nie jest kucyk, Yo! To jednorożec... - powiedział zmęczony ciągłym tłumaczenie Miltonowi tak oczywistych spraw. Krupnick zignorował jego słowa i wrócił do pracy.
Przerwał jednak po chwili, ponieważ ujrzał Eddiego wychodzącego z szatni. Chłopak miał na sobie kimono, które obwiązał pomarańczowym pasem. 17-latek otwartą dłonią przejechał po twarzy. Nie wierzył w to, że Jones jest taki.. nieogarnięty. Otworzył usta, by coś powiedzieć, gdy nagle przypomniał sobie, że dzisiaj mijają 2 miesiące odkąd Jack i Kim zaczęli się spotykać. Wszystko się dla niego jasne. Ten dzień jest wyjątkowy i dzieją się w nim rzeczy niezwykłe, a czasem nawet.. nienormalne. Na przykład Eddie podchodzący do pudła z dekoracjami. Milton wysłał mu pytające spojrzenia.
Eddie: Co? Nie widzisz jednorożcy? To kimono do zawieszania jednorożców..
Milton: Co im odbiło z tymi jednorożcami? - zapytał, po czym machnął ręką i wrócił do pracy.
***
Kimberly z wielkim uśmiechem na ustach szła na spotkanie z Jack'iem. Przymrużyła oczy wyobrażając sobie cały jego przebieg. Gdy doszła do momentu pocałunku, poczuła ukłucie. Niepokój, który odczuwała rankiem, teraz powrócił ze zdwojoną siłą. Ona i Jack zniknęli, a w jej głowie pojawił się Brewer z.. inną dziewczynę. Crawford otworzyła oczy, w których momentalnie pojawiły się łzy. Dziewczyna przyspieszyła kroku w obawie, że to co zobaczyła przed chwilą jest prawdą. Biegła ile sił w nogach, aż w końcu dotarła na miejsce. Zmęczona oparła się o pobliskie drzewo opuszczając głowę. Po chwili podniosła ją słysząc radosne śmiechy dwójki osób. To co zobaczyła, zmroziło ją. Ujrzała Jack'a przytulającego wysoką szatynkę. Po chwili Brewer puścił dziewczyną i szepnął jej coś do ucha. Nieznajoma piękność uśmiechnęła się i odeszła. Kim zrozumiała, że chłopak na nią czeka. Podeszła do niego niezauważenie ocierając łzy.
Kim: Nigdy nie sądziłam, że to powiem, ale.. to koniec, Jack...
♥♥♥
Dwa rozdziały jednego dnia! W jednym zazdrosny Jack, a w drugim zrozpaczony Jack.. jak myślicie kim była ta dziewczyna? Są trzy opcje.
1. Była dziewczyna
2. Kuzynka
3. Ktoś inny
Wszystko wyjaśni się w drugiej części rozdziału, ale czy Jack i Kim do siebie wrócą? Kiedyś na pewno, ale kiedy... tego nie mogę wam zdradzić.
Ucieszyła się i jak burza wparowała do łazienki, by ubrać się i jak najszybciej wybiec na zewnątrz. Gdy już znalazła się na dworze, ujrzała Jack'a niosącego.. wielkie pudło. Dziewczyna chciała do niego podbiec, lecz kiedy szatyn ją zobaczył mimo woli przyspieszył kroku. Chciał, żeby ten dzień był wyjątkowy tak samo jak każda chwila, którą spędził z blondynką.
Zaskoczona Crawford odwróciła się i zajęła się lepieniem bałwana, w czym pomogli jej Jerry, Grace, Milton i Eddie, którzy podekscytowani przechodzili właśnie obok domu przyjaciółki...
***
Dziewczyny pożegnały się z resztą i śmiejąc się weszły do mieszkania Kim. 17-latka zrobiła sobie i brunetce po kubku gorącej czekolady, po czym razem z nią udała się do swojego pokoju. Obie opadły na łóżku i zaczęły rozmawiać o tym jakie mają szczęście mając takich chłopaków. Kimberly chciała powiedzieć przyjaciółce o tym co stało się dzisiejszego poranka, ale wiedziała jaka będzie jej odpowiedź. Mimo to zapytała Parkins co powinna myśleć o zachowaniu szatyna.
Grace: Kim jesteście razem od dwóch miesięcy! Nie przejmuj się tym, że raz cię olał. Na pewno miał jakiś powód...
Crawford przytaknęła blado się uśmiechając. Sama to przeczuwała, ale musiała usłyszeć te słowa od kogoś innego, by w końcu w nie uwierzyć. Bezgraniczne uczucie jakim darzyła, którym obdarzyła chłopaka upewniało ją, że Jack nie zrobiłby nic czym mógłby ją skrzywdzić. Jednak gdzieś w środku coś podpowiadało jej, że szatyn to zrobi i.. to już dzisiaj. Wewnętrzny głos nie pozwalał dziewczynie zapomnieć o niepokoju, który właśnie w tej chwili opanował całe jej ciało. Brewer przecież nigdy jej nie zranił, zawsze był obok i chronił ją przed cierpieniem, ale intuicja blondynki nigdy jej nie zawodziła.
Rozmyślania Kimberly przerwał dzwoniący telefon. Crawford podniosła przedmiot ze stolika stojącego nieopodal łóżka i spojrzała na wyświetlacz.
Kim: Jack - powiedziała zauważając pytające spojrzenie Parkins. Grace znaczącą się uśmiechnęła, po czym wstała i wyszła z pomieszczenia. Kim głęboko odetchnęła. Palce tak się jej trzęsły, że z ledwością zdołała nacisnąć zieloną słuchawkę. Bała się, że ta rozmowa może być początkiem jej cierpienia. Niepewnie przyłożyła telefon do ucha i poczekała aż osoba po drugiej stronie się odezwie.
Gdy tylko usłyszała ciepły i kojący głos szatyna, niepokój i strach zniknęły. Uspokoiła się jeszcze bardziej, kiedy Jack przeprosił ją za swoje zachowanie i powiedział, że szykuje dla niej niespodziankę. Para wymieniła ze sobą jeszcze kilka słów, po czym każde z nich wróciło do dawnych zajęć. Blondynka uklękła na podłodze i wyciągnęła spod łóżka duże pudło, w którym znajdowało się wiele rzeczy, łącznie z prezentem dla Brewera. Dziewczyna otworzyła małe pudełeczko i wyjęła z niego własnoręcznie zrobioną bransoletkę z napisem J+K. Uśmiechnęła się spoglądając na swe dzieło. Już chciała schować je z powrotem, gdy nagle usłyszała głos przyjaciółki.
Grace: Jest piękna.. zrobisz taką na moją rocznicę z Jerry'm?
Przestraszona Kimberly wzdrygnęła się, lecz zaraz po tym zaczęła krzyczeć na brunetkę za to, że naraziła ją na palpitację serca, po czym słodki się uśmiechając rzuciła "Pewnie" i odłożyła bransoletkę na swoje miejsce.
Obie głośno się zaśmiały, żeby po chwili usiąść na łóżku i wrócić do przerwanej rozmowy...
***
Szczęśliwy Rudy przygotowywał się na spotkanie ze Stephanie. Zobaczy się ze swoją dziewczyną po raz pierwszy od jej wyjazdu do Memphis. Nie mógł się doczekać, aż znów będzie mógł ją przytulić, pocałować... nie chciał tego mówić, ale odkąd jego przyjaciela zaczęli się spotykać czuł się samotny. Oni mogli spędzać ze sobą czas bez przerwy, a przez te 3 miesiące jedyny kontakt z Malone (Stephanie to siostra Joan) to rozmowy przez telefon.
Jerry i Milton powieszali ostatnie dekorację na przyjęcie powitalne 28-latki. Bardzo lubili blondynkę i cieszyli się z jej powrotu.
Milton: Jerry co ty robisz z tym kucykiem? - zapytał widząc, że Martinez zawiesza na ścianie różowego konia. Zirytowany brunet spojrzał na przyjaciela, po czym zeskoczył z drabiny.
Jerry: To nie jest kucyk, Yo! To jednorożec... - powiedział zmęczony ciągłym tłumaczenie Miltonowi tak oczywistych spraw. Krupnick zignorował jego słowa i wrócił do pracy.
Przerwał jednak po chwili, ponieważ ujrzał Eddiego wychodzącego z szatni. Chłopak miał na sobie kimono, które obwiązał pomarańczowym pasem. 17-latek otwartą dłonią przejechał po twarzy. Nie wierzył w to, że Jones jest taki.. nieogarnięty. Otworzył usta, by coś powiedzieć, gdy nagle przypomniał sobie, że dzisiaj mijają 2 miesiące odkąd Jack i Kim zaczęli się spotykać. Wszystko się dla niego jasne. Ten dzień jest wyjątkowy i dzieją się w nim rzeczy niezwykłe, a czasem nawet.. nienormalne. Na przykład Eddie podchodzący do pudła z dekoracjami. Milton wysłał mu pytające spojrzenia.
Eddie: Co? Nie widzisz jednorożcy? To kimono do zawieszania jednorożców..
Milton: Co im odbiło z tymi jednorożcami? - zapytał, po czym machnął ręką i wrócił do pracy.
***
Kimberly z wielkim uśmiechem na ustach szła na spotkanie z Jack'iem. Przymrużyła oczy wyobrażając sobie cały jego przebieg. Gdy doszła do momentu pocałunku, poczuła ukłucie. Niepokój, który odczuwała rankiem, teraz powrócił ze zdwojoną siłą. Ona i Jack zniknęli, a w jej głowie pojawił się Brewer z.. inną dziewczynę. Crawford otworzyła oczy, w których momentalnie pojawiły się łzy. Dziewczyna przyspieszyła kroku w obawie, że to co zobaczyła przed chwilą jest prawdą. Biegła ile sił w nogach, aż w końcu dotarła na miejsce. Zmęczona oparła się o pobliskie drzewo opuszczając głowę. Po chwili podniosła ją słysząc radosne śmiechy dwójki osób. To co zobaczyła, zmroziło ją. Ujrzała Jack'a przytulającego wysoką szatynkę. Po chwili Brewer puścił dziewczyną i szepnął jej coś do ucha. Nieznajoma piękność uśmiechnęła się i odeszła. Kim zrozumiała, że chłopak na nią czeka. Podeszła do niego niezauważenie ocierając łzy.
Kim: Nigdy nie sądziłam, że to powiem, ale.. to koniec, Jack...
♥♥♥
Dwa rozdziały jednego dnia! W jednym zazdrosny Jack, a w drugim zrozpaczony Jack.. jak myślicie kim była ta dziewczyna? Są trzy opcje.
1. Była dziewczyna
2. Kuzynka
3. Ktoś inny
Wszystko wyjaśni się w drugiej części rozdziału, ale czy Jack i Kim do siebie wrócą? Kiedyś na pewno, ale kiedy... tego nie mogę wam zdradzić.
Kuzynka! Jest wysoka, brązowowłosa i jest śliczna - wierna kopia Jacka w wydaniu damskim :)
OdpowiedzUsuńRozdział bardzo mi się podoba, choć nie rozumiem tak nagłych obaw Kim. Przecież Jack nic nie odwalił, nie?
Czekam na nn^^
Trzymaj się ciepło!
Właściwie to ja też tego nie rozumiem... Jak pisałam ten rozdział tłumaczyłam to sobie tak, że Kim i Jack mają wspólną więź, która pozwala im wyczuć coś co się wydarzy, ale teraz wydaje mi się to bezsensowne.
UsuńKuzynka lub.... Siostra xD
OdpowiedzUsuńI ŻADNYCH RPZSTAŃ ALBO KUPIĘ PATELNIĘ!
Bardzo fajny. :D Podoba mi sie. :) Czekam na kolejne. Pozdrawiam, Paciaa. :*
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział :) czekam na nexta
OdpowiedzUsuńTo miło ze strony Jerry'ego, że tak się palił do pomocy Rudy'emu, ale bez przesady xd ;)
OdpowiedzUsuńI wydaje mi się, że pod koniec rozdziału Jack spotkał się ze swoją kuzynką :)
Czekam na nn <3