Kim: Nigdy ze mną nie wygrasz!
Jack: Jeszcze zobaczymy! Przecież wiesz, że jestem od ciebie w tym lepszy!
Kim: Możliwe... ale ja mam na ciebie sposób!
Jack: Ciekawe jaki...
Kim: Bardzo dobry!
Jack: W to nie wątpię. Przecież wszystko co robisz jest idealne!
Kim: Przesadzasz... - powiedziałam rumieniąc się.
Jack: Wcale nie! Chooociaż jednej rzeczy nie umiesz!
Kim: Jakiej?
Jack: Nie umiesz grać w te gry!
Kim: Nie no w sumie racja! Ale jeszcze zobaczysz, że wygram!
Jack: Chciałbym to zobaczyć... - a tak w ogóle to co robimy? Siedzimy z Jack'iem u niego w pokoju. Nigdy nie sądziłam, że to możliwe, ale Jack uczy mnie grać w gry komputerowe. I nie idzie mu najlepiej...
Jack: Dobra.. zaczynamy! - czekałam na te słowa. Szybko wstałam i usiadłam okrakiem na kolanach chłopaka, ale on wciąż wpatrywał się w ekran telewizora. Dlatego delikatnie podniosłam jego podbródek, żeby spojrzał mi w oczy i słodko się uśmiechnęłam.
Jack: Lubię twój uśmiech - powiedział i podparł się rękoma.Spojrzałam mu w oczy i byłam pewna, że całą uwagę skupia na mnie. Zarzuciłam mu ręce na szyję i zmniejszyłam odległość, która nas dzieliła. Delikatnym ruchem sprawiłam, że teraz.. właściwie leżałam na chłopaku. Pochyliłam się, a chłopak powoli zbliżył się do mnie. Biedny chłopak... pewnie będzie rozczarowany tym co się za chwilę stanie.
Kiedy byłam już wystarczająco blisko, postanowiłam działać.
Kim: A ja lubię kiedy tak łatwo dajesz się wrobić! - szepnęłam i wyrwałam szatynowi konsolę z ręki. Szybko wstałam i dokończyłam grę. Natomiast Jack cały czas leżał w tej samej pozycji i nie mógł uwierzyć w to co się przed chwilą stało. W pewnej chwili się ocknął. - Mówiłam ci, że wygram!
Jack: Oszukiwałaś!
Kim: Wcale nie!
Jack: Gdybyś mnie nie podeszłą to byś nie wygrała!
Kim: Ale wygrałam. I to tylko dzięki tobie!
Jack: Kim przecież ty.. ty...
Kim: Ja tylko wykorzystałam twoją małą słabość.
Jack: Ja nie mam żadnych słabości!
Kim: Jesteś pewny? - chłopak skinął głową. - Bo ja myślę, że nie możesz się skoncentrować kiedy jestem za blisko.
Jack: Wcale nie!
Kim: Zaraz się okaże.
Jack: Co ty chcesz zrobić?
Kim: Sprawdzę kto ma rację!
Jack: Ale jak?
Kim: Zobaczysz.. - powiedziałam i cicho się zaśmiałam. Zrobiłam krok w jego stronę, a później złapałam go za rękę i pociągnęłam w swoją stronę. Nie no.. ja tu się staram, a on nie chce na mnie spojrzeć. Trzeba by go jakoś... Już wiem! Szybko puściłam jego rękę i podeszłam do niego.
Kim: Jesteśmy sami! Twojej mamy nie ma w domu, a twój ojciec gdzieś wyjechał. Teraz nikt nam nie przeszkodzi. Nie zepsuj tego przez jakieś głupie podejrzenia! - wyszeptałam mu do ucha. Chyba mi się udało. Brewer nareszcie na mnie spojrzał. - To jak? - spytałam głaszcząc go po włosach.
Jack: Na pewno nie chcesz mnie podejść? - faktycznie na początku chodziło mi tylko o to, ale później zdałam sobie sprawę, że rzeczywiście jesteśmy sami i że tym razem może nam się udać.
Kim: Gdybym chciała to już dawno bym to zrobiła!
Jack: W takim razie... - chłopak nie dokończył tylko objął mnie w talii i przyciągnął do siebie.
Jerry: Stary po prostu ją pocałuj!!
Kim/Jack: Och zamknij się Jerry! - chwila.. CO?! Z niepokojem spojrzałam na Jack'a. On też na mnie patrzył.
Kim/Jack: Jerry?!
Kim: Powiedz... długo tu jesteś?
Jerry: Jakieś 10 minut.
Jack: Yyy.. Jerry? Co ty tu robisz?! - spytał spoglądając na Martineza. Właśnie siedział na kanapie i jadł popcorn.
Jerry: Yy.. siedzę?
Jack: Ale co to... nieważne! Powiedz mi jedno. Jak ty tu wszedłeś?!
Jerry: Tak jak pozostali.
Kim: To ktoś jeszcze tu jest?
Jerry: No pewnie!
Grace: Cześć! - zawołała niepewnie się uśmiechając.
Milton: Hej! - powiedział i do nas pomachał.
Eddy: No cześć!
Kim: Ale.. co wy tu... mieliście być w kinie!
Jerry: To jest lepsze niż film!
Jack: Co jest lepsze??
- Wy! - zawołali jednocześnie.
Kim/Jack: My? - spytaliśmy jednocześnie. Spojrzeliśmy na siebie. Teraz już wiem o co im chodzi. Wyrwałam się z objęć Jack'a i wyczekująco spojrzałam na przyjaciół.
Eddy: Dlaczego tak na nas patrzysz?
Kim: Chce wiedzieć jak tu weszliście!
Jerry: A my chcemy wiedzieć co wy tu robiliście!
Milton: No właśnie! Przyjaciele raczej się nie całuje!
Jack: My się wcale nie całowaliśmy!
Eddy: Ale gdyby nas tu nie było to byście się całowali, prawda?
Kim: Nie będę odpowiadać na wasze pytania bez adwokata!
Grace: Milton studiował prawo!
Jerry: No Kim masz swojego adwokata. A teraz mów!
Kim: Ja pierwsza zadałam pytanie!
Eddy: Jeżeli chcecie się miziać bez obecności świadków radzę zamykać drzwi!
Jack: Przecież my nie..
Jerry: Jack już teraz się nie wywiniesz, Yo! Odpowiedzcie nam na jedno proste pytanie!
Kim: Jak chcesz..
Jerry: Jesteście razem?
Jack: Nie, a teraz wynocha! - krzyknął i wypchnął naszych przyjaciół za drzwi. - Zero prywatności!
Kim: Wieeesz... mógłbyś zamknąć drzwi.
Jack: Ty też przeciwko mnie?
Kim: To zależy...
Jack: Od czego?
Kim: Zgadnij...
Jack: Mmm.. nie muszę!
Kim: Jak to?
Jack: Nie muszę zgadywać, bo wiem o co ci chodzi!
Kim: Kurczę jakoś nie wierzę!
Jack: To uwierz!
Kim: Uwierzę jak zobaczę.. - chłopak objął mnie w talii i przyciągnął do siebie. - Jednak wiedziałeś o co mi chodzi!
Jack: A nie mówiłem - powiedział zmniejszając odległość między nami. Nagle.. dzrwi się otworzyły i do pokoju wpadł Jerry.
Jerry: Zostawiłem popcorn, Yo! - podszedł do szafki na której leżało pudełko popcornu, wziął je, a później spojrzał na mnie i na Jack'a. - Zostawiam wan na 5 minut, a wy już się miziacie! Whoo! Nie tracicie czasu!
Nie zdążyłam nic powiedzieć, bo Martinez wybiegł z pomieszczenia.
Kim: Wiesz co, Jack? Chyba nigdy nie będzie dane się nam pocałować!
Jack: Masz rację Kimmy, masz rację!
Następny dzień
Szkoła..
Grace: Nie przejmuj się Kim!
Ja się wcale nie przejmuję! Jestem wkurzona!! Czasami sobie myślę, że lepiej by było gdyby wszyscy wiedzieli, że chodzę z Jack'iem! - czekałam na opinię przyjaciółki. - Czemu nic nie mówisz?
Grace: Kim to oczywiste, że byłoby lepiej gdyby się dowiedzieli! A tak właściwie to jak się wczoraj wywinęliście? Bo nie sądzę, że Eddy. Milton i Jerry dali wam spokój.
Kim: Cóż nie było łatwo, ale wmówiliśmy im, że to był tylko sen!
Grace: Nieźli jesteście!
Kim: No raczej!
Grace: O nie!
Kim: Co?
Grace: Nadchodzi następczyni tronu "Plastikolandii". I trzyma megafon!
Kim: Świetnie? Tylko jej mi tu brakowało!
Donna: Uwaga! Mam dowód na to, że wasza święta Kimmy nie jest taka święta! Od pewnego czasu ta wieśniara ukrywa przed wami, że...
Jack:Cicho bądź Donna! Wszyscy wiedzą, że nie znosisz Kim i zrobisz wszystko, żeby ją pogrążyć, co raczej słabo ci idzie! O i jeśli jeszcze raz nazwiesz Kimmy wieśniarą, pożałujesz!
Donna: Obrońca się znalazł! - prychnęła do megafonu. Ja ją zaraz zabiję! Jack chyba to zauważył, bo podbiegł do mnie i odciągnął mnie na bok.
Kim: Jak myślisz? Co tym razem wymyśliła?
Jack: Nie wiem, ale chyba nikt jej nie uwierzy!
Kim: Mam nadzieję! Ale jestem ciekawa na co stań ten jej mały móżdżek! - złapałam go za rękę i pociągnęłam w stronę szafek. Przyzwyczaiłam się już do tego, że w szkole musimy się zachowywać jak przyjaciele, więc puściłam jego dłoń.
Donna: Tak więc jak mówiłam! Wasza kochana Kim ma przed wami pewną tajemnicę. Jeżeli chcecie wiedzieć jaką, obejrzyjcie to nagranie! - powiedziała i pilotem włączyła telewizor wiszący nad drzwiami. Spojrzała na mnie z wyższością, a ja..? Ja zaczęłam się śmiać. Tak samo jak reszta szkoły. Dlaczego się śmiejemy? Odpowiedź jest prosta. Donna najwyraźniej pomyliła nagrania. Tobin pokazała wszystkim jak całuje się z Jack;iem z kartonu! Biedny Jack..
Jack: Czemu się śmiejesz Kimmy? - spytał oburzony.
Kim: Bo to jest... takie śmieszne!
Jack: Kim ona ma moją podobiznę z kartonu!
Kim: Właśnie widzę!
Jack: Żeby się śmiać ze swojego chłopaka! - mruknął pod nosem i odwrócił się do mnie plecami.
Kim: Oj Jack'ie! Nie obrażaj się! Mówiłam ci już jak bardzo cię kocham?
Jack: Nie boisz się, że ktoś cię usłyszy? - zapytał odwracając się.
Kim: Nie, a tak w ogóle to cała szkoła jest zajęta wyśmiewaniem się z Donny.
Jack: W takim razie mogę zrobić to.. - po tych słowach przygwoździł mnie do szafek - .. i nie muszę się martwić, że ktoś się dowie!
Kim: Wiesz co, Jack? Myślę, że już czas, żeby wszyscy się dowiedzieli! I tak już się domyślają! Więc co nam szkodzi?
Jack: Jak zwykle masz rację Kimmy! To jak im powiemy?
Kim: To już zostaw mnie! - powiedziałam i zarzuciłam mu ręce na szyje. Zaczęliśmy się do siebie zbliżać, ale jak zwykle nam przerwano!
Grace: Yyy... Kim? Obawiam się, że na to jest już za późno! - odparła i wskazała na ekran telewizora.
Donna: Nie śmiejcie się kretyni! To nie to nagranie! - już po chwili zamiast Donny, na ekranie można było zobaczyć... mnie i Jack'a. Spojrzeliśmy na siebie z przerażeniem w oczach.
Kim: To niemożliwe! Ona nie może..
Jack: Chyba jednak może.. - a co tak właściwie zobaczyła cała szkoła? ...To co działo się w piątek. (rozdział 30)
Jack: Jeszcze zobaczymy! Przecież wiesz, że jestem od ciebie w tym lepszy!
Kim: Możliwe... ale ja mam na ciebie sposób!
Jack: Ciekawe jaki...
Kim: Bardzo dobry!
Jack: W to nie wątpię. Przecież wszystko co robisz jest idealne!
Kim: Przesadzasz... - powiedziałam rumieniąc się.
Jack: Wcale nie! Chooociaż jednej rzeczy nie umiesz!
Kim: Jakiej?
Jack: Nie umiesz grać w te gry!
Kim: Nie no w sumie racja! Ale jeszcze zobaczysz, że wygram!
Jack: Chciałbym to zobaczyć... - a tak w ogóle to co robimy? Siedzimy z Jack'iem u niego w pokoju. Nigdy nie sądziłam, że to możliwe, ale Jack uczy mnie grać w gry komputerowe. I nie idzie mu najlepiej...
Jack: Dobra.. zaczynamy! - czekałam na te słowa. Szybko wstałam i usiadłam okrakiem na kolanach chłopaka, ale on wciąż wpatrywał się w ekran telewizora. Dlatego delikatnie podniosłam jego podbródek, żeby spojrzał mi w oczy i słodko się uśmiechnęłam.
Jack: Lubię twój uśmiech - powiedział i podparł się rękoma.Spojrzałam mu w oczy i byłam pewna, że całą uwagę skupia na mnie. Zarzuciłam mu ręce na szyję i zmniejszyłam odległość, która nas dzieliła. Delikatnym ruchem sprawiłam, że teraz.. właściwie leżałam na chłopaku. Pochyliłam się, a chłopak powoli zbliżył się do mnie. Biedny chłopak... pewnie będzie rozczarowany tym co się za chwilę stanie.
Kiedy byłam już wystarczająco blisko, postanowiłam działać.
Kim: A ja lubię kiedy tak łatwo dajesz się wrobić! - szepnęłam i wyrwałam szatynowi konsolę z ręki. Szybko wstałam i dokończyłam grę. Natomiast Jack cały czas leżał w tej samej pozycji i nie mógł uwierzyć w to co się przed chwilą stało. W pewnej chwili się ocknął. - Mówiłam ci, że wygram!
Jack: Oszukiwałaś!
Kim: Wcale nie!
Jack: Gdybyś mnie nie podeszłą to byś nie wygrała!
Kim: Ale wygrałam. I to tylko dzięki tobie!
Jack: Kim przecież ty.. ty...
Kim: Ja tylko wykorzystałam twoją małą słabość.
Jack: Ja nie mam żadnych słabości!
Kim: Jesteś pewny? - chłopak skinął głową. - Bo ja myślę, że nie możesz się skoncentrować kiedy jestem za blisko.
Jack: Wcale nie!
Kim: Zaraz się okaże.
Jack: Co ty chcesz zrobić?
Kim: Sprawdzę kto ma rację!
Jack: Ale jak?
Kim: Zobaczysz.. - powiedziałam i cicho się zaśmiałam. Zrobiłam krok w jego stronę, a później złapałam go za rękę i pociągnęłam w swoją stronę. Nie no.. ja tu się staram, a on nie chce na mnie spojrzeć. Trzeba by go jakoś... Już wiem! Szybko puściłam jego rękę i podeszłam do niego.
Kim: Jesteśmy sami! Twojej mamy nie ma w domu, a twój ojciec gdzieś wyjechał. Teraz nikt nam nie przeszkodzi. Nie zepsuj tego przez jakieś głupie podejrzenia! - wyszeptałam mu do ucha. Chyba mi się udało. Brewer nareszcie na mnie spojrzał. - To jak? - spytałam głaszcząc go po włosach.
Jack: Na pewno nie chcesz mnie podejść? - faktycznie na początku chodziło mi tylko o to, ale później zdałam sobie sprawę, że rzeczywiście jesteśmy sami i że tym razem może nam się udać.
Kim: Gdybym chciała to już dawno bym to zrobiła!
Jack: W takim razie... - chłopak nie dokończył tylko objął mnie w talii i przyciągnął do siebie.
Jerry: Stary po prostu ją pocałuj!!
Kim/Jack: Och zamknij się Jerry! - chwila.. CO?! Z niepokojem spojrzałam na Jack'a. On też na mnie patrzył.
Kim/Jack: Jerry?!
Kim: Powiedz... długo tu jesteś?
Jerry: Jakieś 10 minut.
Jack: Yyy.. Jerry? Co ty tu robisz?! - spytał spoglądając na Martineza. Właśnie siedział na kanapie i jadł popcorn.
Jerry: Yy.. siedzę?
Jack: Ale co to... nieważne! Powiedz mi jedno. Jak ty tu wszedłeś?!
Jerry: Tak jak pozostali.
Kim: To ktoś jeszcze tu jest?
Jerry: No pewnie!
Grace: Cześć! - zawołała niepewnie się uśmiechając.
Milton: Hej! - powiedział i do nas pomachał.
Eddy: No cześć!
Kim: Ale.. co wy tu... mieliście być w kinie!
Jerry: To jest lepsze niż film!
Jack: Co jest lepsze??
- Wy! - zawołali jednocześnie.
Kim/Jack: My? - spytaliśmy jednocześnie. Spojrzeliśmy na siebie. Teraz już wiem o co im chodzi. Wyrwałam się z objęć Jack'a i wyczekująco spojrzałam na przyjaciół.
Eddy: Dlaczego tak na nas patrzysz?
Kim: Chce wiedzieć jak tu weszliście!
Jerry: A my chcemy wiedzieć co wy tu robiliście!
Milton: No właśnie! Przyjaciele raczej się nie całuje!
Jack: My się wcale nie całowaliśmy!
Eddy: Ale gdyby nas tu nie było to byście się całowali, prawda?
Kim: Nie będę odpowiadać na wasze pytania bez adwokata!
Grace: Milton studiował prawo!
Jerry: No Kim masz swojego adwokata. A teraz mów!
Kim: Ja pierwsza zadałam pytanie!
Eddy: Jeżeli chcecie się miziać bez obecności świadków radzę zamykać drzwi!
Jack: Przecież my nie..
Jerry: Jack już teraz się nie wywiniesz, Yo! Odpowiedzcie nam na jedno proste pytanie!
Kim: Jak chcesz..
Jerry: Jesteście razem?
Jack: Nie, a teraz wynocha! - krzyknął i wypchnął naszych przyjaciół za drzwi. - Zero prywatności!
Kim: Wieeesz... mógłbyś zamknąć drzwi.
Jack: Ty też przeciwko mnie?
Kim: To zależy...
Jack: Od czego?
Kim: Zgadnij...
Jack: Mmm.. nie muszę!
Kim: Jak to?
Jack: Nie muszę zgadywać, bo wiem o co ci chodzi!
Kim: Kurczę jakoś nie wierzę!
Jack: To uwierz!
Kim: Uwierzę jak zobaczę.. - chłopak objął mnie w talii i przyciągnął do siebie. - Jednak wiedziałeś o co mi chodzi!
Jack: A nie mówiłem - powiedział zmniejszając odległość między nami. Nagle.. dzrwi się otworzyły i do pokoju wpadł Jerry.
Jerry: Zostawiłem popcorn, Yo! - podszedł do szafki na której leżało pudełko popcornu, wziął je, a później spojrzał na mnie i na Jack'a. - Zostawiam wan na 5 minut, a wy już się miziacie! Whoo! Nie tracicie czasu!
Nie zdążyłam nic powiedzieć, bo Martinez wybiegł z pomieszczenia.
Kim: Wiesz co, Jack? Chyba nigdy nie będzie dane się nam pocałować!
Jack: Masz rację Kimmy, masz rację!
Następny dzień
Szkoła..
Grace: Nie przejmuj się Kim!
Ja się wcale nie przejmuję! Jestem wkurzona!! Czasami sobie myślę, że lepiej by było gdyby wszyscy wiedzieli, że chodzę z Jack'iem! - czekałam na opinię przyjaciółki. - Czemu nic nie mówisz?
Grace: Kim to oczywiste, że byłoby lepiej gdyby się dowiedzieli! A tak właściwie to jak się wczoraj wywinęliście? Bo nie sądzę, że Eddy. Milton i Jerry dali wam spokój.
Kim: Cóż nie było łatwo, ale wmówiliśmy im, że to był tylko sen!
Grace: Nieźli jesteście!
Kim: No raczej!
Grace: O nie!
Kim: Co?
Grace: Nadchodzi następczyni tronu "Plastikolandii". I trzyma megafon!
Kim: Świetnie? Tylko jej mi tu brakowało!
Donna: Uwaga! Mam dowód na to, że wasza święta Kimmy nie jest taka święta! Od pewnego czasu ta wieśniara ukrywa przed wami, że...
Jack:Cicho bądź Donna! Wszyscy wiedzą, że nie znosisz Kim i zrobisz wszystko, żeby ją pogrążyć, co raczej słabo ci idzie! O i jeśli jeszcze raz nazwiesz Kimmy wieśniarą, pożałujesz!
Donna: Obrońca się znalazł! - prychnęła do megafonu. Ja ją zaraz zabiję! Jack chyba to zauważył, bo podbiegł do mnie i odciągnął mnie na bok.
Kim: Jak myślisz? Co tym razem wymyśliła?
Jack: Nie wiem, ale chyba nikt jej nie uwierzy!
Kim: Mam nadzieję! Ale jestem ciekawa na co stań ten jej mały móżdżek! - złapałam go za rękę i pociągnęłam w stronę szafek. Przyzwyczaiłam się już do tego, że w szkole musimy się zachowywać jak przyjaciele, więc puściłam jego dłoń.
Donna: Tak więc jak mówiłam! Wasza kochana Kim ma przed wami pewną tajemnicę. Jeżeli chcecie wiedzieć jaką, obejrzyjcie to nagranie! - powiedziała i pilotem włączyła telewizor wiszący nad drzwiami. Spojrzała na mnie z wyższością, a ja..? Ja zaczęłam się śmiać. Tak samo jak reszta szkoły. Dlaczego się śmiejemy? Odpowiedź jest prosta. Donna najwyraźniej pomyliła nagrania. Tobin pokazała wszystkim jak całuje się z Jack;iem z kartonu! Biedny Jack..
Jack: Czemu się śmiejesz Kimmy? - spytał oburzony.
Kim: Bo to jest... takie śmieszne!
Jack: Kim ona ma moją podobiznę z kartonu!
Kim: Właśnie widzę!
Jack: Żeby się śmiać ze swojego chłopaka! - mruknął pod nosem i odwrócił się do mnie plecami.
Kim: Oj Jack'ie! Nie obrażaj się! Mówiłam ci już jak bardzo cię kocham?
Jack: Nie boisz się, że ktoś cię usłyszy? - zapytał odwracając się.
Kim: Nie, a tak w ogóle to cała szkoła jest zajęta wyśmiewaniem się z Donny.
Jack: W takim razie mogę zrobić to.. - po tych słowach przygwoździł mnie do szafek - .. i nie muszę się martwić, że ktoś się dowie!
Kim: Wiesz co, Jack? Myślę, że już czas, żeby wszyscy się dowiedzieli! I tak już się domyślają! Więc co nam szkodzi?
Jack: Jak zwykle masz rację Kimmy! To jak im powiemy?
Kim: To już zostaw mnie! - powiedziałam i zarzuciłam mu ręce na szyje. Zaczęliśmy się do siebie zbliżać, ale jak zwykle nam przerwano!
Grace: Yyy... Kim? Obawiam się, że na to jest już za późno! - odparła i wskazała na ekran telewizora.
Donna: Nie śmiejcie się kretyni! To nie to nagranie! - już po chwili zamiast Donny, na ekranie można było zobaczyć... mnie i Jack'a. Spojrzeliśmy na siebie z przerażeniem w oczach.
Kim: To niemożliwe! Ona nie może..
Jack: Chyba jednak może.. - a co tak właściwie zobaczyła cała szkoła? ...To co działo się w piątek. (rozdział 30)
Kiedy już upewnili się, że nikogo w pobliżu nie ma para chwyciła się za ręce i sami powolnym krokiem ruszyli w stronę wyjścia.
Kim: Oni (Grace i Jerry jakby ktoś nie wiedział) są tacy szczęsliwi!
Jack: Kimmy... nikt nigdy nie będzie bardziej szczęśliwy ode mnie! - powiedział zatrzymując się.
Kim: Dlaczego?
Jack:
Bo ten dzień, w którym zgodziłaś się uczynić ze mnie chłopaka
najcudowniejszej dziewczyny na świecie sprawił, że stałem się
najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi.
Kim: Och Jack.. ja też cię kocham!
Jack: Nikt nie kocha nikogo bardziej niż ja kocham ciebie! - odparł. Podniósł blondynkę i raz nią zakręcił.
Kim: Naprawdę? - spytała gdy chłopak przygwoździł ją do szafek.
Jack: Jestem tego pewny!
Kim: Hmm. udowodnij to!
Jack: Bardzo chętnie. - powiedział i zaczął się do niej zbliżać. Natomiast Kimberly zarzuciła chłopakowi ręce na szyję.
Już
byli tak blisko, ich usta już się zetknęły... kiedy zadzwonił dzwonek.
Szybko się od siebie oderwali. Nie musieli nic mówić. Po raz kolejny im
przerwano...Brewer miał już tego dość. Szatyn krzyknął, a blondynka
tylko się zaśmiała.
Kim: No chodź! - zawołał łapiąc chłopaka za ręke. I tak oto trzymając się za ręce udali się do wyjścia.
Cała szkoła patrzyła na nas z niedowierzaniem, a my.. nie wiedzieliśmy co powiedzieć! Przed szereg zdziwionych uczniów wyszli Eddy i Jerry (Miltona nie było w szkole). Patrzyli na nas surowym wzrokiem. Lecz po chwili na ich twarze wstąpił szeroki uśmiech.
Jerry: Whoo! Wiedziałem, że to nie był sen! Następnym razem nie wciskajcie mi kitu! I nie zaprzeczajcie kiedy stwierdzam, że jesteście razem! - Eddy nic nie powiedział tylko zalał się łzami.
Eddy: To było.. takie piękne! Gratulacje!
Kim: Wow! Takiej reakcji spodziewałam się po Jerry'm! - po tych słowach wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
Jack: Ale skąd wiedzieliście?
Jerry: Cóż... ciągle trzymacie się za ręce, na lekcjach siedzicie objęci, przed chwilę prawie się pocałowaliście, od pewnego czasu kiedy ktoś mówi, że jesteście w sobie zakochani, przestaliście zaprzeczać, a tak w ogóle to przed chwilą zobaczyliśmy nagranie, na którym... zresztą widzieliście co było na tym nagraniu! Ale chwila.. Grace dlaczego to nagranie cię nie zdziwiło?
Grace: Bo ja.. ja.. ja wiedziałam!
Eddy: Wiedziałaś?
Jerry: I nic nam nie powiedziałaś?
Grace: Obiecałam, że nic nie powiem!
Jerry: Nieważne! Wybaczam ci, bo dzisiaj wielkie święto. KICK JEST RAZEM LUDZIE!! - całą szkoła zaczęła nam, gratulować.
Donna: NIE! TO NIE MIAŁO BYĆ TAK! MIELIŚCIE JĄ ZNIENAWIDZIĆ, A NIE KOCHAĆ JESZCZE BARDZIEJ! NIE WIDZIELIŚCIE?! ONA WAS OKŁAMAŁA! SŁYSZYCIE?! OKŁAMAŁA!
Dyrektor: Uspokój się Donno! Zakłócasz szkolny porządek. Dosyć tego! Chcę cię widzieć w swoim gabinecie! Natychmiast!
Donna: Ale panie dyrektorze..
Dyrektor: Bez dyskusji! Jack i Kim... gratulacje! Wiedziałem, że prędzej czy później będziecie razem!
Kim: Jack to jedna z najpiękniejszych chwil mojego życia! - szepnęłam. Chłopak się uśmiechnął, objął mnie ramieniem i pocałował w CZOŁO!
Jack: Moich też Kimmy, moich też! - wyszeptał.
Następny dzień...
Milton: Hej! Działo się wczoraj coś ciekawego?
Eddy: Cała szkoła dowiedziała się o tym, że Jack i Kim są razem!
Milton: Pytałem się o coś czego nie dało się przewidzieć.
Jerry: Dyrektor wyrzucił ją z drużyny cheerleaderek za zakłócanie szkolnego porządku.
Milton: To skandal!
Jerry: Tak wiem! Aż taka kara za zakłócanie porządku?
Milton: Nie o to mi chodzi! Jak można zakłócać szkolny porządek?!
Kim: Och Milton.. ty się nigdy nie zmienisz, prawda?
Milton: Dlaczego miałbym się zmieniać? Jestem w 100% skupiony na nauce, czy to źle?
Grace: Spójrz w dół i sobie odpowiedz!
Jerry: Po prostu mu powiedzcie, że nie założył spodni! - po tych słowach zaczęliśmy się śmiać.
Milton: O czym wy mówicie?
Jack: O ty co słyszysz. Następnym razem wrzuć na luz i po prostu je załóż!
Krupnick momentalnie zrobił się cały czerwony. A my? My zostawiliśmy go na środku korytarza, rozbawieni jak nigdy dotąd..
***
Trochę.. dłuższy. I bardziej beznadziejny niż zwykle. Coś mało Rudy'ego w ostatnich rozdziałach nie myślicie? Dobra nieważne! Teraz czas powiedzieć to o czym zapomniałam przy poprzednim rozdziale. Po pierwsze.. zapraszam na bloga bardzo utalentowanej blogerki Viki Holt :D Oto link: lovehardkickinit.blogspot.com I chciałam wam jeszcze coś powiedzieć. Naprawdę dziękuję wam za wszystkie komentarze ♥ I za ponad 15.000 wejść. Jesteście niesamowite. Ale z pewnego powodu jest mi smutno :( Trochę mi przykro dlatego, że od pewnego czasu zauważyłam, że niektóre osoby, które komentowały moje posty na początku przestały to robić. Nie wiem dlaczego tak się stało, ale z tego powodu jest mi przykro. Tylko, że one pewnie tego nie przeczytają więc to nie ma znaczenia. O i jeszcze jedno... przepraszam. Czemu przepraszam? Przepraszam, bo czuję się winna. Nie wiem dlaczego, ale myślę, że to przeze mnie pewna bardzo utalentowana blogerka usunęła bloga. I właśnie za to PRZEPRASZAM!
Dodałam rozdział na bloga o Violi.. i jeżeli nie będzie komentarzy.. to usuniemy go! Na pewno mnie zrozumiecie, bo nie ma sensu prowadzić bloga, którego nikt nie czyta! A tak naprawdę to.. tamten blog nie ma żadnej czytelniczki :'(
Dodałam rozdział na bloga o Violi.. i jeżeli nie będzie komentarzy.. to usuniemy go! Na pewno mnie zrozumiecie, bo nie ma sensu prowadzić bloga, którego nikt nie czyta! A tak naprawdę to.. tamten blog nie ma żadnej czytelniczki :'(
Rozdział dedykuję wspaniałej Kat Howard ♥ Kocham cię ♥
Rozdział genialny <33
OdpowiedzUsuńDonna rozwala system :D
I ona myślała, że po takim czymś się znienawidzą?! o.O
Ona chyba spóźniła się kiedy rozdawali mózgi :D xD
Kocham i czekam na nn ♥♥♥
Cudny rozdział:* Gratuluję!
OdpowiedzUsuńI w końcu wszyscy wiedzą o związku Jacka i Kim :) Ale mam pytanie : Czy ich pierwszy pocałunek zaplanowałaś na ostatni rozdział? xd
Z każdym rozdziałem piszesz coraz lepiej! :D Czekam na kolejny!
Akcja z Miltonem i spodniami- Mega!!
OdpowiedzUsuńRozdział super- czekam na nn <3
To jest GENIALNE! <33
OdpowiedzUsuńKocham Twoje rozdziały! ♥
Ale mam jedno pytanko:
Kiedy będzie kiss Kicka?
Czekam i czekam i nie mogę się doczekać!
Ciągle ktoś im przerywa! Skandal!
Ale i tak CięKOCHAM ♥
Boski rozdział<3
OdpowiedzUsuńDonna... brak słów na nią -,-
Kocham i czekam na new:*
Cudowny <33
OdpowiedzUsuńWielbię i kocham twoje rozdziały :**
Każdy jest coraz bardziej cudowny od poprzedniego :>
Ale kiedy w końcu Kick się pocałuje ???
Zgadzam się z Patty - to skandal, że jeszcze się nie pocałowali :P
Kocham cię ♥
Czekam na nowy :**
arrr <33 super rozdział :***
OdpowiedzUsuńno ale oni się już powinni pocałować :D :D
czekam na nn :*
KC ♥
O WOW! TO...WOW! OK...WOW...IDE BO...WOW...NIE PRZESTANE...WOW...MÓWIĆ...WOW...WOW!
OdpowiedzUsuńRozdzaił cudowny tak słodko to wygladalo
OdpowiedzUsuńDyrektor im pogratulowal? nie do wiary
czekam na nexta
Która blogerka usunęła bloga??
OdpowiedzUsuńrozdział świetny by the way :D
Usuń