Słowa blondynki wszystkich zdołowały. Szło im bardzo dobrze, ale.. jak widać bardzo dobrze to za mało. Przyjaciele olewali szkołę, nawet Milton, tylko po to, żeby uratować dojo.
Jednak ich poświecenie pójdzie na marne jeśli nie przyłożą się do pracy jeszcze bardziej.
Jerry: To co robimy? Poddajemy się?
Kim: Nie Jerry! Dojo jest dla nas ważne! Dokładnie tak samo jak Rudy... Nie możemy się poddać.
Jack poparł blondynkę. Brewer jak i reszta bady Wasabiego nie należał do osób, które łatwo się poddają.
Nie wiedzieli ile jeszcze wytrzymają.. ale nie mogli się nie poddać..
***
Gielespie był smutny, ponieważ do tej pory żaden z jego uczniów go nie odwiedził. Nie mógł uwierzyć, że tak szybko o nim zapomnieli. Ale życie toczy się dalej..
Dzisiaj był pierwszy dzień w jego nowej pracy. Wstał więc wcześnie i punktualnie stawił się na stanowisku pracy. Dostał od Phila strój roboczy, przebrał się i ruszył do kuchni.
Rudy: Cześć Tootsie. Myślę, że od dzisiaj będziemy się widywać znacznie częściej.. - powiedział i zabrał się do roboty.
***
Od rozmowy w domu Crawford minął tydzień. Przyjaciel coraz częściej zasypiali na lekcjach i byli nieprzygotowani do zajęć. Praca zajmowała im tyle czasu, że brakło go na inne zajęcia.
Powoli mieli tego wszystkiego dość. Robili do dla Rudy'ego, ale.. brakowało im sił, żeby chociażby się ubrać. Z trudem każdego dnia wstawali i szli do szkoły. To wszystko ich przerastało. Nie mogli dłużej tego ciągnąć..
Milton: Dość tego Kim! Wiem, że dojo jest dla ciebie ważny, ale ja.. ja już nie daję Oblałem test z fizyki. Przykro mi.. ale będziesz musiała ratować dojo beze mnie.
Eddie: Jeśli opuszczę jeszcze jedną lekcję tańca wyrzucą mnie z akademii. Przepraszam..
Zrezygnowali wszyscy.. oprócz Jacka. Krupnick, Jones, Martinez i Parkins powolnym krokiem oddalali się od Kimberly i Brewera.
Kim: Świetnie! Idźcie sobie, sama sobie ze wszystkim poradzę! - zawołała. - Damy sobie radę bez nich, prawda Jack?
Jack: Kim.. odkąd zamknęli dojo nie mamy dla siebie czasu.
Kim: Chyba nie chcesz ze mną zerwać? - przerwała wypowiedź szatyna.
Jack: Nie! Ja po prostu.. tęsknie za tobą. Tęsknie za tym jak wychodziliśmy razem do kina, jak godzinami siedzieliśmy w parku.. brakuje mi tego.. brakuje mi ciebie.
Kim: Mnie ciebie też, ale zrozum.. ja nie mogę tego tak zostawić. Obiecuję ci, że kiedy będzie po wszystkim spędzimy ze sobą trochę czasu.
Jack: A kiedy będzie po wszystkim?! Nie poradzisz sobie sama! Potrzebujesz pomocy, a wszyscy mają tego wszystkiego dość! - zawołał zdenerwowany.
Kim: Czyli co, ty też masz dość?! Nie chcesz pomóc Rudy'emu?!
Jack: Jasne, że chcę, ale nie mam już siły..
Kim: W takim razie idź! Nie potrzebuje cię!
Dziewczyna nie chciała tego powiedzieć. Słowa same wypłynęły jej ust, a ona.. nie umiała ich powstrzymać.
Jack: Skoro tak mówisz.. - powiedział i odszedł.
Została sama.. Kimberly usiadła na podłodze i po raz pierwszy od kilku miesięcy zalała się łzami...
♥♥♥
Rozdział nie najgorszy.. ale zawsze mógł być lepszy.
Czy Kim uda się samej uratować dojo?
Zapraszam na mojego drugiego bloga. Właśnie pojawił się rozdział.
{ KLIK }
Jerry: To co robimy? Poddajemy się?
Kim: Nie Jerry! Dojo jest dla nas ważne! Dokładnie tak samo jak Rudy... Nie możemy się poddać.
Jack poparł blondynkę. Brewer jak i reszta bady Wasabiego nie należał do osób, które łatwo się poddają.
Nie wiedzieli ile jeszcze wytrzymają.. ale nie mogli się nie poddać..
***
Gielespie był smutny, ponieważ do tej pory żaden z jego uczniów go nie odwiedził. Nie mógł uwierzyć, że tak szybko o nim zapomnieli. Ale życie toczy się dalej..
Dzisiaj był pierwszy dzień w jego nowej pracy. Wstał więc wcześnie i punktualnie stawił się na stanowisku pracy. Dostał od Phila strój roboczy, przebrał się i ruszył do kuchni.
Rudy: Cześć Tootsie. Myślę, że od dzisiaj będziemy się widywać znacznie częściej.. - powiedział i zabrał się do roboty.
***
Od rozmowy w domu Crawford minął tydzień. Przyjaciel coraz częściej zasypiali na lekcjach i byli nieprzygotowani do zajęć. Praca zajmowała im tyle czasu, że brakło go na inne zajęcia.
Powoli mieli tego wszystkiego dość. Robili do dla Rudy'ego, ale.. brakowało im sił, żeby chociażby się ubrać. Z trudem każdego dnia wstawali i szli do szkoły. To wszystko ich przerastało. Nie mogli dłużej tego ciągnąć..
Milton: Dość tego Kim! Wiem, że dojo jest dla ciebie ważny, ale ja.. ja już nie daję Oblałem test z fizyki. Przykro mi.. ale będziesz musiała ratować dojo beze mnie.
Eddie: Jeśli opuszczę jeszcze jedną lekcję tańca wyrzucą mnie z akademii. Przepraszam..
Zrezygnowali wszyscy.. oprócz Jacka. Krupnick, Jones, Martinez i Parkins powolnym krokiem oddalali się od Kimberly i Brewera.
Kim: Świetnie! Idźcie sobie, sama sobie ze wszystkim poradzę! - zawołała. - Damy sobie radę bez nich, prawda Jack?
Jack: Kim.. odkąd zamknęli dojo nie mamy dla siebie czasu.
Kim: Chyba nie chcesz ze mną zerwać? - przerwała wypowiedź szatyna.
Jack: Nie! Ja po prostu.. tęsknie za tobą. Tęsknie za tym jak wychodziliśmy razem do kina, jak godzinami siedzieliśmy w parku.. brakuje mi tego.. brakuje mi ciebie.
Kim: Mnie ciebie też, ale zrozum.. ja nie mogę tego tak zostawić. Obiecuję ci, że kiedy będzie po wszystkim spędzimy ze sobą trochę czasu.
Jack: A kiedy będzie po wszystkim?! Nie poradzisz sobie sama! Potrzebujesz pomocy, a wszyscy mają tego wszystkiego dość! - zawołał zdenerwowany.
Kim: Czyli co, ty też masz dość?! Nie chcesz pomóc Rudy'emu?!
Jack: Jasne, że chcę, ale nie mam już siły..
Kim: W takim razie idź! Nie potrzebuje cię!
Dziewczyna nie chciała tego powiedzieć. Słowa same wypłynęły jej ust, a ona.. nie umiała ich powstrzymać.
Jack: Skoro tak mówisz.. - powiedział i odszedł.
Została sama.. Kimberly usiadła na podłodze i po raz pierwszy od kilku miesięcy zalała się łzami...
♥♥♥
Rozdział nie najgorszy.. ale zawsze mógł być lepszy.
Czy Kim uda się samej uratować dojo?
Zapraszam na mojego drugiego bloga. Właśnie pojawił się rozdział.
{ KLIK }
Za krótki! Stanowczo za krótki!
OdpowiedzUsuńWszystko wspaniale, ale oni nie zerwali, nie? Bo dosłownie to nie było, ale w sumie to Jack poszedł sobie i zostawił Kim...
Nie tak to nie będzie kochana!
Rozdział świetny!
Kocham i czekam na nn <333
Zgadzam się z przedmówcą. Za krótki! Już wolałabym, aby rozdziały były dłuższe i bardziej dopracowane oraz dodawane od czasu do czasu, niż żeby były krótkie i pojawiały się częściej. Kiedy rozdział jest krótki, w sumie nic się w nim dzieje, a akcja jest skrócona do minimum :(
OdpowiedzUsuńOgólnie dobrze napisany i fajny, wiesz, że uwielbiam Twoje blogi.
Czekam na nn^^
Zajebiście z resztą jak zawsze ;)
OdpowiedzUsuńNie chcę narzekać, ale dziewczyny u góry mają rację :)
Troszkę krótki i mógłby być troszeeeeczkę dłuższy <3
Ale i tak jesteś świetna <33333
Ps.Zapraszam do siebie http://www.kim-jack-kickinit.blogspot.co.uk/
Ana usunełaś blog z ciuchami
OdpowiedzUsuńBOSKIE! ♥
OdpowiedzUsuńMyślę jednak że Kimi nie da sb rady,
choć bardzo w nią wierzę!
Czekam na nn;**