wtorek, 11 lutego 2014

Rozdział 37


Sensei Czarnych Smoków udał się do Phila Falafela. Zdziwił się gdy za ladą nie zobaczył Phila, a.. Rudy'ego.
Zaskoczenie powoli mijało, a na ustach Ty'a pojawił się szeroki uśmiech.
Rudy: Witam, w czym mogę pomóc? - powiedział podnosząc głowę. - Ty?!
Ty: Rudy! Widzę, że nareszcie masz pracę na jaką zasługujesz.. Co się stało z twoim dojo Rudy?
Zobaczyli, że jesteś beznadziejnym senseiem i cię zwolnili? - mężczyzna nie wiedział jak bardzo zranił tymi słowami Gielespiego. Cicho wydukał "w czym mogę służyć?", a kiedy otrzymał zamówienie poszedł do kuchni.
Rudy: Co się stało z twoim dojo Rudy? Zwolnili cię? - przedrzeźniał Ty'a robiąc Falafele. - Ja ci pokażę beznadziejnego senseia, Ty! 

***

Kimberly była załamana. Po raz pierwszy została sama.. całkiem sama. Była zdana jedynie na siebie.
To co robiła dotychczas nie przynosiło jej już tak dużych zysków. Crawford była zmuszona do znalezienia sobie nowej pracy.. i to nie jednej. Dziewczyna obecnie uczyła dzieci gry na gitarze, udzielała lekcji karate, opiekowała się dziećmi swojej sąsiadki i robiła to co dotychczas.
Pan M: Panno Crawford! Panno Crawford! Na litość boską, Jack obudź ją!
Brewer delikatnie pogładził policzek swojej dziewczyny.
Jack: Kim obudź się. Kimmy..
Grace: Ja to zrobię - powiedziała podchodząc do ławki blondynki. - WSTAWAJ KIM!
Kimberly gwałtownie podniosła głowę, z ramienia Brewera.
Kim: Obecna!
Przyjaciele martwili się o Crawford. Nie po raz pierwszy zasnęła na lekcji.
Pan M: Co się z panią dzieje? To już 3 raz w tym tygodniu.
Kim: Przepraszam pana, to już się nie powtórzy.
Pan M: Mam nadzieję - powiedział wracając do prowadzenia lekcji.
Kiedy się odwrócił głowa blondynki po raz kolejny opadła na ramię szatyna.

***

Rudy z szyderczym uśmiechem podszedł do stolika Ty'a.
Ty: Dawaj to! - zawołał wydzierając Gielespiemu falafele z rąk.
Rudy: Życzę smacznego - powiedział podchodząc do innego stolika. Sensei  włożył falafela do ust, po czym od razu go wypluł.
Ty: Pali! Pali! - krzyczał biegając po całej restauracji  w poszukiwaniu wody. Rudy tarzał się po podłodze nie
mogąc przestać się śmiać.
Ty wybiegł z restauracji wołając: "Jeszcze mi za to zapłacisz, Rudy!"
Gielespie nie brał tych słów na poważnie. I to był jego największy błąd..

***

Lekcje się skończyły. Wszyscy opuścili już szkolne mury. Wszyscy oprócz bandy Wasabiego. Jack na próżno próbował obudzić blondynkę. Nawet Grace nie zdołała tego zrobić.
Przyjaciele z niepokojem spoglądali na Crawford.
Eddie: A co jeśli to wszystko nasza wina?
Jones zadał pytanie, które każde z nich miało na ustach. Tylko, że żadne nie znało odpowiedzi.
Milton: Muszę iść.. umówiłem się z Julie - odparł po dłuższej chwili ciszy.
Martinez już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, jednak Jack go wyprzedził.
Jack: Idźcie, zaniosę ją do domu.
Wyszli.. Brewer i Crawford zostali sami.
Jack: Przepraszam.. to moja wina.
Chłopak podniósł blondynkę i delikatnie ucałował jej czoło. Po chwili opuścił teren szkoły i z Kim na rękach przemierzał ulice Seaford, żeby później położyć ją na łóżku i czekać aż się obudzi...

***

Jack od 2 godzin siedział przy łóżku Crawford. Strasznie się o nią martwił. Czuł, że gdyby wtedy nie odszedł, nie siedziałby teraz obok śpiącej Kimberly.
W pewnej chwili blondynka otworzyła oczy. Gdy zobaczyła Brewera kilka łez spłynęło po jej twarzy.
Kim: Jack, tak strasznie cię przepraszam! Nie chciałam tego powiedzieć - powiedział rzucając się chłopakowi na szyję. Chłopak objął blondynkę w tali.
Jack: To nie twoja wina.. gdyby nie ja.
Kim: Nawet tak nie mów! - zawołała lekko muskając usta szatyna. Nagle Kimberly oprzytomniała. - Która godzina?
Brewer spojrzał na zegarek.
Jack: Kilka minut po 16, a co?
Kim: Jestem spóźniona.. - krzyknęła zrywając się z miejsca. Wzięła do ręki gitarę, jednak później odłożyła ją na swoje miejsce. Dziewczyna rozpaczliwie spojrzała na szatyna. - Jaki dzisiaj dzień?
Jack: Wtorek - odparł zdziwiony.
Kim: Wtorek, wtorek.. - powtarzała próbując przypomnieć sobie jakie zajęcie miała zaplanowane na ten dzień. - Lekcje gry na gitarze? - powiedziała niepewnie spoglądając na instrument leżący na jej łóżku. - Nie! Dziećmi cioci zajmuję się w czwartki - mówiła zapominając o obecności chłopaka. - Park! Dzisiaj śpiewam w parku! - krzyknęła narzucając na siebie kurtkę.
Jack: Co dzisiaj robisz?! - zawołał zaskoczony.
Kim: Ja.. - blondynka chciała skłamać, lecz wiedziała, że chłopak prędzej czy później i tak się dowie. - Śpiewam w parku.. to robiłam przez cały tan czas. Dlatego tylko ja nigdy nie byłam zmęczona.
Brewer szeroko się uśmiechnął.
Jack: Co powiesz na to, żeby dzisiaj zaśpiewać w duecie?
Na twarzy blondynki pojawił się delikatny uśmiech.
Kim: To będzie miła odmiana..

***

Banda Wasabiego (bez Jack'a i Kim) szła na spotkanie z Rudy'm. Uznali, że 2 tygodnie rozłąki to zdecydowanie za długo. Żałowali, że nie spotkali się wcześniej.
Gielespie specjalnie urwał się z pracy. Nie miał jednak wiele czasu.
Były sensei czekał na przyjaciół w parku. Z daleka rozpoznał sylwetki swoich byłych uczniów. Zdziwił się, gdy zobaczył, że brakuje 2 osób.
Rudy: Gdzie Jack i Kim?
Grace: Kim była zmęczona, więc Jack zaniósł ją do domu.
Jerry: To było 2 godziny temu - odparł zdziwiony.
Rudy: Trudno.. ważne, że wy tu jesteście! Tęskniłem za wami. Chodźcie tu.. - nastolatkowie z radością rzucili się na swojego byłego nauczyciela.
Eddie: Co teraz robisz Rudy? - spytał, gdy już się od siebie oderwali.
Rudy: Pracuję u Phila. Ale nie rozmawiajmy o mnie. Co u was słychać?
Milton: Znowu jestem z Julią - odarł natychmiast.
Przyjaciele opowiedzieli Rudy'emu co robili przez minione 2 tygodnie omijając temat swoich dorywczych pracy.
W pewnej chwili przyjaciele usłyszeli dźwięk gitary i śliczny dziewczęcy głos.
Grace: Kim.. - szepnęła.
Parkins, Martinez, Krupnick, Jones oraz Gielsepie ujrzeli Kimberly i Jack'a siedzących na pobliskiej ławce. Wokół nich zebrał się całkiem spory tłum. Ludzie oczarowani słuchali śpiewu pary.
Przyjaciele podeszli do Brewera i Crawford. Para zauważyła ich dopiero kiedy skończyła śpiewać.
Jerry: Ty.. ty śpiewasz jak anioł!
Kim: Dziękuję - odparła spuszczając głowę.
Jerry: Mówiłem o Jack'u..
Blondynka zignorowała jego słowa. Nawet nieogar Martinez nie był w stanie zepsuć jej humoru.
Nie przejmowała się tym, że przyjaciele wiedzą o jej tajemnicy. Teraz ważna była dla niej ta chwila.. po raz pierwszy od wielu dni byli razem, a to dodało jej sił do dalszej pracy i walki o odzyskanie dojo..

***

Od kilku godzin Ty zastanawiał się nad idealną zemstą. Chciał, żeby to było coś niebanalnego, coś co zrani Gielespiego. Jednak musiał przyznać, że myślenie nie jest jego mocną stroną. Tyle razy próbował wymyślić coś, dzięki czemu banda Wasabiego na zawsze się rozpadnie.. i właśnie teraz w jego głowie pojawił się plan na tyle złowieszczy i przebiegły, że jego marzenie nareszcie może się ziścić..


 
♥♥♥
Połączyłam dwa rozdziały, żeby rozdział 37 był dłuższy. Odpowiada wam taka długość rozdziałów? Bo jeśli tak to będę musiała zdecydowanie dopisać coś do następneg..
Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba, chociaż według mnie jest beznadziejny. Szczególnie część w parku.
Proszę o SZCZERE opinie na temat rozdziału. Jeżeli wam się nie podoba, piszcie!
Następny rozdział może pojawić się trochę później, ponieważ muszę zacząć się uczyć. To legalne, żeby robić sprawdzian z całego półrocza tuż po feriach?

7 komentarzy:

  1. Niestety, legalne :'(
    Rozdzial super!!!!!! Kc <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowny!
    Długi, ciekawy i także romantyczny ;) Naprawdę mi się podoba. Mogę Ci jedynie pogratulować!
    Czekam na nn^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowny <3
    Haha niestety legalne :D
    Trochę dłuższy od poprzedniego :D I bardzo bardzo fajny :D
    Kim i Jack w duecie :D
    Kocham i czekam na nn ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Boski:*
    Mi długość odpowiada :)
    Kocham i czekam na nn :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj coś czuję że zemsta będzie godna przeciwnika.
    Rozdział jest ekscytujący i wcale nie jest beznadziejny.
    Kim i Jack razem śpiewają to taki ROMANTIC

    OdpowiedzUsuń
  6. Ohoh! Zapowiada się ciekawie!
    Ty ma plan? Już się boję!
    Za to Jack i Kimi tacy słodcy! Aww!
    To było piękne! <3
    Czekam na nn;** ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  7. Boże jakie emocje!
    Świetny rozdział! <3
    Umiesz trzymać ludzi w napięciu ;D
    Ale i tak jak zwykle wszystko idealnie Ci wyszło! :*
    Poprostu kocham to!<3
    'Czekam na nn;** ♥♥♥
    Ps.: Dziękuje dzięki twojemu blogowi z ciuchami sama założyłam tam konto jeśli masz czas wpadnij
    asiahoward30.polyvore.com

    OdpowiedzUsuń

Czytasz = komentuj