sobota, 12 października 2013

Rozdział 26 part 3


Jack: To ona? - opadłem na krzesło. Nie zauważyłem nawet jak stołówka opustoszała. A ja tylko siedziałem i wgapiałem się w ścianę. - Przecież to nie może być ona! Powiedziałaby mi! - i wtedy mnie olśniło. Ta tajemnica, kartka.. KARTKA! Czemu ja wcześniej na to nie wpadłem? Wyjąłem kartkę z plecaka. Ten sam charakter pisma..  Teraz wiem, że dziewczyną z parku jest Kim.


Grace: Kim! Kim!
Jerry: Gdzie jesteś? - przyjaciele zignorowali dzwonek. Nawet Milton. Kim była dla niego ważniejsza niż.. w-f.
Milton: Kim nie chowaj się! Statystycznie rzecz biorąc mamy 75% szans, że cię znajdziemy, więc lepiej wyjdź i oszczędź nasz cenny czas!!
Jerry: Wiesz Milton.. czasami sobie myślę, że..
Milton: Ty myślisz? To jakiś cud?
Jerry: A więc jak mówiłem! Czasami zastanawiam się czy pod tym wielkim mózgiem kryje się serce!
Milton: Oczywiście, że tak!
Jerry: W takim razie jest z lodu!
Milton: Osz ty.. - widać było, że w tej chwili Krupnick bardzo chciał się rzucić na Martineza.
Grace: Uciszcie się! Chyba coś slyszłąm!
Eddy: Ja też! - powiedział i przyłożył ucho do drzwi. Podobnie zrobili jego przyjaciele.
Milton: Nic nie słyszę!
Eddy: A ja słyszę jakiś głos!
Milton: I co mówi?
Eddy: Mówi, że.. MASZ SIĘ ZAMKNĄĆ!
Jerry: Och Eddy źle słyszysz. Tam ktoś płacze.
Milton: W takim razie to nie Kim. Nigdy nie widziałem, żeby płakała.
Grace: Nieważne czy to Kim! Muszę sprawdzić kto to.
Jerry: Dlaczego mówisz, że TY musisz to sprawdzić? Milton pójdzie z tobą!
Grace: Yyy.. skarbie? To jest damska łazienka.
Jerry: Tak wiem! Milton jest przecież w 99% dziewczyną!
Eddy: Jerry ma rację! Milton, powodzenia!
Grace: Stójcie tu i czekajcie na mnie!
Milton: Jasne!
Eddy: Spoko!
Jerry: Pewnie misiaczku!
Grace: Och mój Jerry misio słodki pysio!! - powiedziała i pocałowała swojego chłopaka w policzek.
Milton/Eddy: No idź już!! - brunetka weszła do środka.
Grace: Halo? Kim? Ktokolwiek?
??: Tu jestem Grace! - Parkins odwróciła się i zobaczyła Kim.
Grace: Kim!! - zawołała i przytuliła swoją przyjaciółkę. - Co się stało? Czemu płakałaś?
Kim: Chłopacy podsłuchują pod drzwiami?
Grace: Nie! Przynajmniej ja nic o tym nie wiem!
Kim: No to się za chwilę przekonamy! - powiedziała podchodząc do drzwi jak najciszej umiała, a potem je otworzyła. Jerry, Milton i Eddt wylądowali na podłodze.
Milton: Yyy.. cześć?
Jerry: Wcale nie podsłuchiwaliśmy pod drzwiami! - Eddy uderzył go w ramię. - To znaczy.. yy.. no.. Zapytajcie Eddy'ego!!
Grace: Eddy?
Eddy: Ja.. my.. a co ja medium? Niech Milton wam powie!
Milton: Jerry? Pomożesz?
Jerry: Wybacz stary! - odparł i poklepał przyjaciela po plecach.
Milton: A ja tyle dla ciebie zrobiłem! Eddy powiedz mu coś!
Eddy: Dlaczego ja? - i.. zaczęli się kłócić. Dziewczyny miały już tego dość, więc po prostu wypchnęły ich za drzwi.
Grace: To Kim, powiesz mi o co chodzi?
Kim: Ty dobrze wiesz o co mi chodzi Grace!
Grace: No właśnie nie wiem!
Kim: Jack wyjeżdża! Bez niego już nic nie będzie tak samo! On zmienił nasze życie!! A teraz co? Za trzy dni będzie już w samolocie! Ja bez niego nie wytrzymam, rozumiesz?
Grace: Kim, Jack to nie jedyny chłopak na Ziemii!
Kim: Ale to jedyny chłopak w, którym się zakochałam. Tak naprawdę!  - drzwi się otwarły. A stał w nich... Jerry.
Jerry: Kim ty naprawdę go kochasz. To jest takie piękne!! - powiedział i łzy zaczęły spływać mu po policzkach.
Kim: Jerry! WYNOCHA!! - krzyknęła wypychając chłopaka z pomieszczenia.
Jerry: Jack musi się tego dowiedzieć!
Kim: ZAMKNIJ SIĘ!! - wrzasnęła i zatrzasnęła drzwi.

Oczami Jack'a

Kiedy doszedłem do siebie, poszedłem szukać przyjaciół. To nie było trudne, bo ich wrzaski było słychać w całej szkole.
Jerry: O Jack! Musisz posłuchać o czym one gadają!
Milton: Ale jeśli Kim ZNOWU otworzy drzwi i ZNOWU wylądujemy na podłodze to mnie nie obwiniajcie! - przyłożyłem ucho do drzwi, a to co usłyszałem, zatkało mnie.
"Kim: Jack wyjeżdża! Bez niego już nic nie będzie tak samo! On zmienił nasze życie!! A teraz co? Za trzy dni będzie w samolocie! Ja bez niego nie wytrzymam, rozumiesz?
Grace: Kim, Jack to nie jedyny chłopak na Ziemi!
Kim: Ale to jedyny chłopak w, którym się zakochałam. Tak naprawdę!"
Jerry otworzył drzwi. W tej chwili miałem ochotę mu przywalić. A co jeśli Kim mnie zobaczy? Szybko schowałem się za Miltonem w nadziei, że nikt mnie nie zauważy. Chyba się udało.
Milton: Jack, Kim właśnie przyznała, że jest w tobie zakochana!
Jack: Nie! To nie wydarzyło się naprawdę!
Jerry: Yo, stary ona powiedziała, że bez ciebie nie wytrzyma i, że jesteś jedynym chłopakiem, w którym tak naprawdę się zakochała!
Eddy: Jack chyba teraz nie wyjedziesz?
Jack: Eddy ja muszę!! Dostałem życiową szansę! Nie mogę jej zmarnować!
Jerry: Oj no wiesz, mógłbyś!
Milton: Z naukowego punku widzenia... - w tej chwili w całej szkole rozbrzmiał dzwonek.
Jack: O tak! Dzięki ci świecie!!
Jak najszybciej się dało odbiegłem od przyjaciół. Nie obchodziło mnie teraz nic. Liczyły się tylko słowa Kim. Wybiegłem ze szkoły i udałem się do miejsca, które niedawno odkryłem. Teraz mogłem dać upust swoim emocjom.
Jack: Ona mnie kocha!!! - krzyknąłem. - Wow! Nigdy nie sądziłem, że to powiem! - Nie wiedziałem ile czasu spędziłem w parku, ale wiedziałem, że byłem szczęśliwy.

 Oczami Kim

Grace: Wow Kim! Nigdy mi się nie przyznałaś, że zakochałaś się w Jack'u!
Kim: Mówisz tak jakbym ci nie powiedziała!
Grace: Serio?! Nieważne. Chodzi mi o to, że nigdy tego nie powiedziałaś w miejscu, wktórym ktoś mógł cię usłyszeć!
Kim: I dobrze robiłam! A teraz wie Jerry!
Grace: Fakt! To słabo!
Kim: Słabo? Przecież on na pewno wygada wszystko Jack'owi!
Grace: No i okaże się, że niepotrzebnie pisałaś piosenkę! Zaśpiewasz mi ją?
Kim: Grace słyszałaś ją już tysiąc razy!
Grace: Ale ty tak pięknie śpiewasz!!
Kim: No dobra! Tylko wyjmę tekst z plecaka! - podeszłam do torby i zaczęłam szukać nut piosenki. - Nie! Nie! Nie! - wysypałam całą zawartość plecaka na stół. - To niemożliwe!
Grace: Co się stało?
Kim: Nie ma jej!
Grace: Co?!?!
Kim: Czemu ja ją zabierałam do szkoły?!
Grace: Dobra Kim! Nie panikuj!
Kim: Czy ja panikuję? Jestem oazą spokoju!
Grace: Dobrze.
Kim: Która zaraz wybuchnie!! - wrzasnęłam i wybiegłam z domu.
Grace: Kim zaczekaj!
Kim: Nie, Grace ja muszą ją znaleźć!!
Grace: KIM! - stanęłam, żeby przyjaciółka mogła mnie dogonić. - Miałaś ją w plecaku.
Kim: No właśnie! A teraz jej tam nie ma!
Grace: Spokojnie!
Kim: Spokojnie?! Spokojnie?! Ktoś musiał ją wziąć!
Grace: Albo sama wypadła. Trzeba jej spokojnie poszukać.
Kim: Nie mam czasu na rozsądne rozwiązania!! Ja po prostu muszę ją znaleźć! - powiedziałam wbiegając do dojo.
Eddy/Milton/Jack: Cześć Kim!
Kim: Z drogi! - zawołałam przechodząc obok nich. Otworzyłam swoją szafkę i zaczęłam szukać. - Serio?! - w panice przeszukałam całe dojo. Nigdzie ani śladu piosenki. Zrezygnowana usiadłam na ławce.
Eddy: Yyy.. Grace co jej się stało?
Grace: Zgubiła coś bardzo ważnego.
Jack: Jak bardzo ważnego?
Milton: To musi być coś naprawdę ważnego! Kim wywróciła dojo do góry nogami!
Eddy: Może powiedz co zgubiła, a my pomożemy jej szukać.
Grace: Nie mogę wam powiedzieć. To tajemnica.

Oczami Jack'a

Grace: Nie mogę wam powiedzieć. To tajemnica. - tajemnica? Na pewno chodzi o piosenkę! Ciągle mam ją przy sobie. Powinienem się domyślić, że będzie jej szukać. Podszedłem do Kim, usiadłem na ławce i niepewnie objąłem ramieniem.
Jack: Kim to straszne!! Na pewno to znajdziesz!! Lecę. Pa! - powiedziałem i w panice opuściłem dojo.

Następnego dnia

Kim: Grace nie mam wyjścia. Nie mogę nagrać tej piosenki jeśli nie znam słów!
Grace: Śpiewałaś tą piosenkę milion razy. Znasz je! Chociaż spróbuj!
Kim: Dobrze! Ale.. możesz wyjść??
Grace: Śpiewałaś przy mnie tyle razy i teraz się wstydzisz?
Kim: Proooszę!
Grace: No dobra. - Grace wyszła z pokoju, a ja zamknęłam pokój i zaczęłam śpiewać. Po 10 minutach pozwoliłam Grace wejść do środka.
Grace: Gotowa?
Kim: Gotowa! Wiesz co Grace ja chyba..
Grace: Pójdziesz do Jack'a? - pokiwałam twierdząco głową. - Leć do swojego księcia! W końcu zostały wam tylko 2 dni!
Kim: Dzięki Grace, jesteś wielka!!!- pocałowałam przyjaciółkę w policzek i szybki wybiegłam z domu. Kiedy byłam przed domem Brewerów ktoś na mnie wpadł. Tym kimś był Jack. (przewidywalne, co nie?)
Jack: Cześć Kim! Co tu robisz?
Kim: Chciałabym spędzić z tobą trochę czasu zanim wyjedziesz.
Jack: Jak miło! To co proponujesz?
Kim: No nie wiem! W końcu to ty się wyprowadzasz. Ostatnie dni w Seaford muszą być wyjątkowe!
Jack: To może pójdziemy do Phila, później do dojo, Skate-parku, a na koniec do parku.
Kim: Pewnie! Tylko zbierzemy wszsytkich?
Jack: Jak to wszystkich?? Myślałem, że.. no... ten.. spędzimy ten czas razem. - powiedział zmieszany.
Kim: Emm.. popieram!
Jack: No to chodź!! - załapał mnie za rękę i pociągnął w stronę galerii.

Wieczorem...

Kim i Jack siedzieli na moście w parku trzymając się za ręce. Crawford oparła głowę o ramię chłopaka.
Kim: Będę tęsknić za naszymi wypadami.
Jack: Ja też! Co ja bez ciebie będę robił w Japonii?
Kim: Ćwiczył karate! W końcu po to tam jedziesz.
Jack: Ale tu też mogę ćwiczyć.
Kim: Tak, ale możesz trenować wśród prawdziwych mistrzów.
Jack: Masz rację! Chodź, robi się ciemno - powiedział po czym wstał i podał rękę blondynce.
Przyjaciele w ciszy szli pod dom Kimberly. Wpatrywali się w gwieździste niebo. Oboje myśleli o tym samym. "Będzie mi tego brakowało".. Wypadów, rozmów po prostu będzie im brakowało siebie.
Kim: Jack mama mnie zabiję!
Jack: Czemu?
Kim: Nie wie, że wyszłam.
Jack: I się nie dowie!!
Kim: Jak to?
Jack: Zobaczysz. - powiedział i uśmiechnął się. Ujął dłoń Kimberly i pociągnął ją pod balkon.
Kim: Yyy.. Jack ja nie umiem na to wchodzić - odparła.
Jack: Przecież ci pomogę! - Crawford szeroko się uśmiechnęła. Wiedziała, że przy Brewerze nic jej się nie stanie. Szatyn podsadził Kim i już po chwili Crawford znajdowała się bezpiecznie na balkonie wraz z przyjacielem.
Kim: Dzięki za pomoc!
Jack: Wiesz, że na mnie zawsze możesz liczyć! To co? Widzimy się jutro?
Kim: Pewnie - powiedziała przygryzając dolną wargę. - To do zobaczenia - pocałowała chłopaka w policzek i czekała aż Jack zniknie jej z oczu i weszła do swojego pokoju.

Jak zwykle w piątek Kimberly wstała i poszła do szkoły. Ale tym razem nie była szczęśliwa. Nikt w szkole nie był zadowolony z tego, że nadszedł ten dzień. Dzień wyjazdu Jack'a.
Paczka Wasabiego po raz ostatni raz przekroczyła próg szkoły. Wszyscy podchodzili kolejno do Brewera i żegnali się z nim. Jednak Donna oraz Lindsay zrobiły coś czego nigdy nie zapomni całą szkoła. Podbiegły do Jack'a i kurczowo złapały się za nogi szatyna.
Donna: Nie Jack! Nie opuszczaj mnie!
Lindsay: Ja cię kocham!! Nie zostawiaj mnie!
Donna: Jeśli wyjedziesz nie będę błyszczeć już tak jasno! Musisz tu zostać!
Lindsay: Odczep się! Jack'uś jest mój!!
Donna: Nie, bo mój!
Lindsay: Mój! - teraz jedną ręką obejmowały nogi Brewera, a drugą próbowały się dosięgnąć.
Lindsay/Donna: Aaa!! Złamałam paznokieć!!!
Jack: Yyy.. ludzie pomożecie? - cała szkoła mimo śmiechu ruszyła ku szatynowi i odciągnęła te dwie pokraki od niego. - Dzięki! - kiedy korytarze opustoszały Jack wpadł na pewien pomysł - A może by tak spędzić te ostatnie godziny razem?
Eddy: O czym ty mówisz Jack?
Kim: Jak to o czym?
Jerry: Wagary Eddy, to przepiękna rzecz! - Martinez szybko MÓGŁBY pożałować tych słów, bo w ich stronę szedł dyrektor.
Dyrektor: Wagary Martinez?
Milton: Nie! Panie dyrektorze.. my tylko..
Dyrektor: Nie musicie się tłumaczyć! Dzisiaj wyjątkowo wam na to pozwolę. W końcu wasz przyjaciel wyjeżdża. Będzie nam cię brakować panie Bre... Jack!
Grace: Dziękujemy panie dyrektorze.
Dyrektor: Ależ proszę! Ale wyjdźcie stąd zanim ktoś nas zobaczy! - przyjaciele szybko opuścili szkołę.
Jerry: To gdzie najpierw? - wszyscy zgodnie powiedzieli..
- Dojo! - miejsce, w którym zaczęła się ich przyjaźń. To był dla nich wyjątkowe miejsce.
Razem spędzili najpiękniejszy dzień w swoim życiu. Aż w końcu to wszystko zbliżało się do końca. Jerry i Eddy odciągnęli gdzieś Jack'a, żeby Kim, Grace, Milton i Rudy mogli zorganizować imprezę pożegnalną. W pewnym momencie Grace o czymś sobie przypomniała. Podeszła do Kim i wyszła z nią na zewnątrz.
Grace: Kim, piosenka! Napisałaś piosenkę?
Kim: Jasne! - nagle z twarzy dziewczyny znikł - ale jej nie nagrałam.
Grace: Musisz ją zaśpiewać kiedy Rudy puści film!
Kim: CO?!?  Nie mogę Grace! Nie potrafię!
Grace: Będziesz śpiewać w szatni! Nikt cię nie zobaczy!!
Kim: D-d-do-oobrze.
Grace: Pospiesz się już idą! - Kimberly szybko wbiegła do szatni, po drodze łapiąc mikrofon. W pewnej chwili pomyślała "A skąd tam mikrofon?"
Jack: Gdzie jest Kim?
Grace: Yyy.. pobiegła do domu. Nie chciała patrzeć jak wyjeżdżasz!
Jack: Nawet się nie pożegnała.
Jerry: Trudno!
Rudy: Jack chcieliśmy ci coś pokazać. - powiedział i wtaszczył na salę treningową wielki telewizor.
Z głośników leciała muzyka, a na ekranie pojawiły się wszystkie ich wspólne chwile. Martinez zaczął płakać, ale mimo to i tak było słychać pewien głos. Głos... dziewczyny z parku.
Jack: Ona tu jest. - szepnął. Zerwał się i szedł w stronę głosu. Wpadł do szatni, a gdy Kim go zobaczyła przestała śpiewać i z przerażeniem spojrzała na Jack;a.
Kim: Jack.. ja, ja tylko...
Jack: Nie musisz Kim. Wiedziałem.
Kim: Ale skąd?
Jack: Słyszałem cię. Wtedy w parku. I naprawdę myślałaś, że nie zauważę przez swoje okno jak grasz na gitarze? - Crawford chciała wyjaśnić to wszystko., ale usłyszała głos Rudy'ego.
Rudy: Jack! Chodź tu!
Jack: Chodź! - gdy nadeszła chwila pożegnania wszyscy próbowali powstrzymać łzy.
Jerry: Jack nigdy nie sądziłem, że... że w tym dojo będzie ktoś lepszy niż ja. - szatyn zignorował te słowa i po prostu uścisnął przyjaciela. Podobnie wyglądały pożegnanie z resztą. Aż w końcu nadszedł czas by pożegnał się z Kim.
Kim: Jack ja.. będę tęsknić! - powiedziała, a po policzku spłynęło jej kilka łez.
Jack: Kim.. nie płacz - odparł i otarł łzy blondynki. - Mam coś dla ciebie! - sięgnął do kieszeni i wyjął ich wspólne zdjęcie. Ich ulubione wspólne zdjęcie.
Kim: Jack dziękuję. - patrzyli sobie głęboko w oczy - Możesz mi coś obiecać?
Jack: Co tylko zechcesz.
Kim: Obiecaj, że nigdy o mnie nie zapomnisz. - chłopak zaśmiał się cicho.
Jack: Kim, o tobie nie da się zapomnieć. - po tych słowach dziewczyna przytuliła szatyna.
Kim: Jack, możesz mnie jeszcze nie puszczać?
Jack: Wcale nie zmierzałem.
Pan B: Jack, musimy jechać!!
Jack: Pa. - blondynka po raz ostatni pocałowała Brewera w policzek i patrzyła jak się oddala. Po chwili skuliła się i zaczęła płakać.

Jack: Tato ja wciąż nie jestem przekonany czy to dobry pomysł.
Pan B: Wiem to Jack. Ale nie możesz zostać! Japonia to fantastyczne miejsce!
Jack: Tak, ale tu jest dom, tu są moi przyjaciele, tu jest...
Pan B: Kim?
Jack: Tak - westchnął.
Pan B: Jeszcze nie jest za późno.
Jack: Ale na co?
Pan B: Na to, żeby zostać i być razem z miłości swojego życia.
Jack: Skąd ty wiesz, że ja...?
Pan B: Że zakochałeś się w Kim? - chłopak pokiwał głową - Wszyscy to wiedzą. W twoim pokoju jest mnóstwo waszych wspólnych zdjęć. Spędzasz z nią więcej czasu niż z innymi, a tak w ogóle to przez sen ciągle mówisz "Kim, Kim,Kim..."
Jack: Myślisz, że...
Pan B: Zostań i bądź szczęśliwy.
Jack: Dzięki tato - zwołał i jak najszybciej mógł pobiegł w stronę dojo.

Kimberly nadal siedziała przed dojo łkając. Przyjaciele na próżno próbowali ją pocieszyć. Nagle Rudy spostrzegł kogoś kto właśnie zmierzał w ich stronę.
Rudy: Chodźcie musimy stąd iść.
Grace: Ale Rudy.. - przerwała, bo w tej chwili go zobaczyła. Wstała i tak samo jak reszta pozostawiła płaczącą blondynkę przed wejściem do dojo.
Kim nie zauważyła osoby, który zbliża się w jej kierunku. Kiedy była już blisko objął ją od tyłu, podniósł i szepnął do ucha.
??: Przepraszam.
Kim: Jack? - powoli się odwróciła. - Co ty tu robisz?
Jack: Chyba nie myślałaś, że tak łatwo się mnie pozbędziesz? - Crawford lekko się uśmiechnęło - Nie pamiętasz? Obiecałem ci, że już zawsze będę przy tobie.
Kim: Dziękuję!
Jack: Za co? - spytał zdziwiony.
Kim: Za to, że zostałeś! - powiedziała i najmocniej jak mogła przytuliła szatyna. Gdy się od siebie odsunęli wciąż stykali się czołami. Zbliżali się do siebie i już mieli się pocałować, kiedy usłyszeli znajomy głos.
Joan: Jack?! Nie miałeś przypadkiem być w Japonii?! - Ale oni nie zwracali na nią uwagi tylko po raz kolejny dzisiaj wpadli sobie w ramiona.

***
To miało być zupełnie inaczej!! Gaahh jestem beznadziejna!! Jack miał się dowiedzieć w inny sposób! Wszystko miało być inaczej!! Jestem okropna! Normalnie prawie się popłakałam kiedy pisałam ten rozdział. Dziękuję za to, że jesteście ze mną!! Dlatego dedykuję ten rozdział wszystkim czytelniczkom!! Kocham was ♥♥♥

11 komentarzy:

  1. Cudo ♥
    Masz talent i to wielki :***
    Kocham cię ♥
    Kick <3333
    Serio Joan ? Serio ???
    Jesteś wspaniała :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki skarbie :**
      Ja też cię kocham ♥
      Serio serio...

      Usuń
  2. Awwwww *-*
    Matko <33
    Nie wiem co powiedzieć...
    To takie..... WOW *o*
    Jack i Kim *-*
    Kocham <33

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdzial epicki!!!
    Wcale nie jestes beznadziejna tylko wspaniala!!!
    Zapamietaj to!!
    Pozdrawiam kochana!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. NIE WYJECHAŁ!! ♥
    Tak wiem, wiem mam opóźniony zapłon :D
    Przepraszam, że dopiero teraz komentuję, ale dopiero dzisiaj przeczytałam ten CUDOWNY rozdział. Głupia szkoła zajmuje mi za dużo czasu :(
    Powiedz mi czy ZAWSZE musi im ktoś przerwać?! Co za ludzie! Jak można mieć takie fatalne wyczucie czasu! Jestem ciekawa kiedy w końcu się pocałują. ♥
    Jesteś najwspanialszą blogerką na calutkim świecie ♥
    Lecę czytać next ;D
    I ♥ You ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. TAK NIE WYJECHAŁ ♥
      Jaki opóźniony zapłon?? To ja mam opóźniony, bo dopiero teraz wszystko nadrabiam :P
      Tak :D Zawsze musi im ktoś przerwać :) Bo bez tego nie byłoby zabawy :D
      Awww ♥ Dziękuję ♥

      Usuń
  5. Normalnie popłakałams ię! To takie smutne! Bardzo smutne! Tonęłamw swoich łzach! Ale wkoncu Jack postanowił nie jechać! Rozdział genialny! Fanastyczny! Cudowny!

    OdpowiedzUsuń

Czytasz = komentuj