Trening trwał już 10 minut, a ja ciągle siedziałam w szatni. Grace została ze mną, żeby dotrzymać mi towarzystwa.
Grace: Kim jeśli ciągle myślisz czemu Jack został to po prostu go zapytaj! - westchnęła.
Kim: Ale... pomyśl przecież to jest JAPONIA! Dlaczego on nie wyjechał!!
Grace: Bo cię kocha!!!!
Kim: On mnie nigdy nie kochał!
Eddy: Kim, Kim, Kim.
Jerry: Kiedy ty to w końcu zrozumiesz?
Milton: Jack jest w tobie szaleńczo zakochany.
Kim: Co wy tu robicie?! - co oni tu robią? Przecież to jest DAMSKA szatnia!!
Jerry: Yyy.. stoimy?
Grace: Ale co robicie TUTAJ?
Eddy: Yyy.. stoimy?
Kim/Grace: Mamy na myśli to co robicie w DAMSKIEJ SZATNI!!
Milton: Yyy.. stoimy?
Kim/Grace: Ughh.. WYNOCHA! - krzyknęłyśmy jednocześnie i wypchnęłyśmy chłopaków za drzwi.
Kim: Myślisz, że coś słyszeli?
Grace: Cóż.. biorąc pod uwagę to, że stali tu jakieś 10 minut, a my wrzeszczałyśmy jak jakieś wariatki to.. jak sądzisz? - powiedziała z irytacją w głosie.
Kim: Masz rację. Ale wciąż nie rozumiem dlaczego Jack odrzucił taką szansę.
Grace: Kim, to jest oczywiste. Odrzucił ją dla CIEBIE.
Kim: Coś nie wierzę.
Grace: To uwierz! Ile razy mamy ci jeszcze powtarzać! Dziewczyno on cię kocha! Ty kochasz jego więc na co czekacie! Za długo tkwicie na stacji "Przyjaźń".
Kim: I jeszcze długo sobie na niej będziemy tkwić. - powiedziałam wychodząc z szatni.
Oczami Grace
Kim wyszła z szatni. Operacje " Połączyć naszych przyjaciół, którzy są w sobie zakochani, i którzy o wiele za długo zwlekają z wyznaniem swoich uczuć" czas zacząć.
Grace: Następnym razem ja wymyślam nazwę - mruknęłam i ruszyłam na swoje stanowisko. Wyjęłam łoki toki i czekałam na sygnał.
Jerry: Orzeł do bazy. Orzeł do bazy. Czy Kim zbliżą się do wyznaczonego celu?
Grace: Baza do orła. Cel nadchodzi. Ktoś wie czy Jack jest na sali treningowej?
Milton: Geniusz do bazy. Jack właśnie wkroczył na teren operacji.
Jerry: Milton masz inny pseudonim.
Milton: Pseudonim, który mi wymyśliłeś jest beznadziejna.
Jerry: Wcale nie!
Milton: Mnie jakoś nie przekonała. - i w tej chwili zaczęli się sprzeczać. Po 5 minutach stanowili poważne niebezpieczeństwo misji.
Grace: Dość! Milton masz używać pseudonimu, który otrzymałeś na czas operacji. A teraz przestać się kłócić, bo misja nie dojdzie do skutku!
Milton: Dobra. Mama jednorożec melduje przybycie Jack'a.
Grace: Sprawdźcie czy wszystko w porządku.
Eddy: Tu tata jednorożec. Wszystko idzie zgodnie z planem.
Grace: Wspaniale! Zaczynamy!
Dziwne. Czemu w dojo nikogo nie ma?
Kim: Eddy? Jerry? Rudy? Ktokolwiek? - w odpowiedzi usłyszałam tylko głuchą ciszę. Nagle ktoś mnie przytulił. Powoli się odwróciłam. - Jack! Nie rób tego więcej!
Jack: Mam cię więcej nie przytulać?
Kim: Nie, masz mnie więcej nie zachodzić od tyłu.
Jack: Ale ja tak to lubię.
Kim: Ale ja nie! - pewnie teraz zaczęlibyśmy się kłócić gdyby nie to, że ktoś mnie popchnął. Na szczęści wpadłam w objęcia Jack'a.
Jack: Kimmy nic ci nie jest?
Kim: Nie, nic.
Jack: Co się w ogóle stało?
Kim: Ktoś mnie popchnął.
Jack: Ale tu nikogo nie ma! - zdziwił się. - nikogo tu nie ma - szepnął jakby.. zadowolony?
Kim: Tak i co z tego? - spytałam i spojrzałam mu w oczy. Teraz już wiedziałam o co mu chodzi. Jack zaczął zbliżać się do mnie, a ja do niego. Długo czekałam na ten moment. Nareszcie jesteśmy sami. Stykamy się nosami i pochylamy do pocałunku... Nagle do dojo wparował Rudy.
Szybko oderwaliśmy się od siebie. Nawet nie zauważyłam kiedy wybiegłam z dojo, a Jack pobiegł do szatni
.
Grace: Rudy!! - krzyknęła wściekła. - Czy pamiętasz jaki był plan?
Rudy: Jaki plan?
Jerry: Nasz plan!
Rudy: Och..
Jerry: Czyli co? Operacja "Połączyć naszych przyjaciół, którzy są w sobie zakochani, i którzy o wiele za długo zwlekają z wyznaniem swoich uczuć" nie wypalił.
Eddy: I po co ja wychodziłem z domu?
Milton: Dzięki Rudy! Jutro mam test z biologii i jeżeli obleję to będzie twoja wina!
Rudy: Nie obwiniaj mnie Milton! Zapomniałem o operacji "Połączyć naszych przyjaciół, którzy są w sobie zakochani, i którzy o wiele za długo zwlekają z wyznaniem swoich uczuć". A teraz mamo jednorożec wybacz, ale muszę pomóc Tootsie wykąpać Phila. - powiedział i odszedł.
Grace: Ughh... Chodźcie! Ja mam plan i nie spocznę dopóki nasi przyjaciele nie staną się parą!! - odparła i pociągnęła chłopaków za sobą.
♥ Kim ♥
Następny dzień. Dojo.
Kim: Nie sądzisz, że Grace jakoś dziwnie się zachowuje?
Jack: Tak! Jerry'emu też odbija! - kiedy napotkał moje zdziwione spojrzenie, dodał. - No wiesz! Bardziej niż zwykle!!
Kim: Jak myślisz o co im cho... - przerwałam, bo do dojo weszła moja przyjaciółka ze swoim chłopakiem. - Cześć Grace!
Grace: Hej Kim! - powiedziała i odciągnęła Jerry'ego na bok.
Kim: Nie sądzisz, że oni nas unikają?
Jack: Jestem tego pewny! Chciałbym tylko wiedzieć czemu.
Kim: Ta ja też!
Rudy: Dobra kochani idźcie się przebrać! Za chwilę zaczyna się trening.
Poszłam do szatni, ale w połowie drogi się poślizgnęłam. Na pewno bym się przewróciła gdyby nie Jack, który złapał mnie w ostatnim momencie.
Kim: Dzięki - powiedziałam przygryzając dolną wargę.
Jack: Nie ma za co - uśmiechnął się. Nasze twarze zaczęły dzielić milimetry. W oczach szatyna zobaczyłam dziwny błysk. - Nareszcie. - stykaliśmy się nosami i powoli zmniejszaliśmy odległość, która nas dzieliła. Już tak mało brakuje. Czy tym razem nikt nam nie przeszkodzi? Chyba tak. Przecież nikt nas nie widzi.
A jednak. Musiałam usłyszeć cudowny głos Jerry'ego.
Jerry: Yo, przesuń się Eddy, bo nic nie widzę! - przyzwyczaiłam się już do tego, że ktoś zawsze nam przerywa. I że to zawsze jest Jerry, ale mimo to i tak zawsze z Jack'iem reagujemy tak samo. Czyli jak najszybciej się da opuszczamy pomieszczenie. Tak było też tym razem. Kiedy znikałam w drzwiach szatni usłyszałam jeszcze głos swoich przyjaciół.
Grace: Jerry! Było tak blisko!
Milton: No właśnie!
Eddy: Po co ja wylałem wodę na tą podłogę?
Rudy: Czasami myślę, że jednorożce pożarły ci mózg!
Kim: To by wiele wyjaśniało - mruknęłam i zamknęłam drzwi.
Dobra to się robi coraz dziwniejsze. W ciągu tego tygodnia chyba z 10 razy "tajemniczo" wpadałam na Jack'a i za każdym razem prawie się pocałowaliśmy. Tym razem przerywali nam kolejno wszyscy nasi przyjaciele... i Donna. Nie rozumiem tego. Przecież to niemożliwe, żebym tyle razy przypadkowo się potknęła albo poślizgnęła. Oni coś knują! A ja dowiem się co!
Wieczorem
Siedziałam na łóżku i oglądałam kolaż zdjęć naszej paczki. Pamiętam kiedy je robiliśmy. Dobrze się przy tym bawiliśmy.
Jack: Przeczucie?
Kim: Ta, coś nie wierzę!
Jack: A uwierzysz jeśli powiem, że mam dla ciebie niespodzinkę?
Kim: Może... Jaką?
Jack: Odwróć się! - powoli się odwróciłam i zobaczyłam Jack'a, który stał na balkonie... z gitarą?
Kim: Co ty tu roisz? - powiedziałam otwierając drzwi.
Jack: Niespodzianka - odparł przyciągając mnie do siebie. - Usiądź. - patrzył jak siadam, a później zrobił to samo. - Posłuchaj. - powiedział, zaczął grać na gitarze i śpiewać... moją piosenkę?
Przypomniałam sobie słowa i zaczęłam śpiewać razem z nim.
Grace: Kim jeśli ciągle myślisz czemu Jack został to po prostu go zapytaj! - westchnęła.
Kim: Ale... pomyśl przecież to jest JAPONIA! Dlaczego on nie wyjechał!!
Grace: Bo cię kocha!!!!
Kim: On mnie nigdy nie kochał!
Eddy: Kim, Kim, Kim.
Jerry: Kiedy ty to w końcu zrozumiesz?
Milton: Jack jest w tobie szaleńczo zakochany.
Kim: Co wy tu robicie?! - co oni tu robią? Przecież to jest DAMSKA szatnia!!
Jerry: Yyy.. stoimy?
Grace: Ale co robicie TUTAJ?
Eddy: Yyy.. stoimy?
Kim/Grace: Mamy na myśli to co robicie w DAMSKIEJ SZATNI!!
Milton: Yyy.. stoimy?
Kim/Grace: Ughh.. WYNOCHA! - krzyknęłyśmy jednocześnie i wypchnęłyśmy chłopaków za drzwi.
Kim: Myślisz, że coś słyszeli?
Grace: Cóż.. biorąc pod uwagę to, że stali tu jakieś 10 minut, a my wrzeszczałyśmy jak jakieś wariatki to.. jak sądzisz? - powiedziała z irytacją w głosie.
Kim: Masz rację. Ale wciąż nie rozumiem dlaczego Jack odrzucił taką szansę.
Grace: Kim, to jest oczywiste. Odrzucił ją dla CIEBIE.
Kim: Coś nie wierzę.
Grace: To uwierz! Ile razy mamy ci jeszcze powtarzać! Dziewczyno on cię kocha! Ty kochasz jego więc na co czekacie! Za długo tkwicie na stacji "Przyjaźń".
Kim: I jeszcze długo sobie na niej będziemy tkwić. - powiedziałam wychodząc z szatni.
Oczami Grace
Kim wyszła z szatni. Operacje " Połączyć naszych przyjaciół, którzy są w sobie zakochani, i którzy o wiele za długo zwlekają z wyznaniem swoich uczuć" czas zacząć.
Grace: Następnym razem ja wymyślam nazwę - mruknęłam i ruszyłam na swoje stanowisko. Wyjęłam łoki toki i czekałam na sygnał.
Jerry: Orzeł do bazy. Orzeł do bazy. Czy Kim zbliżą się do wyznaczonego celu?
Grace: Baza do orła. Cel nadchodzi. Ktoś wie czy Jack jest na sali treningowej?
Milton: Geniusz do bazy. Jack właśnie wkroczył na teren operacji.
Jerry: Milton masz inny pseudonim.
Milton: Pseudonim, który mi wymyśliłeś jest beznadziejna.
Jerry: Wcale nie!
Milton: Mnie jakoś nie przekonała. - i w tej chwili zaczęli się sprzeczać. Po 5 minutach stanowili poważne niebezpieczeństwo misji.
Grace: Dość! Milton masz używać pseudonimu, który otrzymałeś na czas operacji. A teraz przestać się kłócić, bo misja nie dojdzie do skutku!
Milton: Dobra. Mama jednorożec melduje przybycie Jack'a.
Grace: Sprawdźcie czy wszystko w porządku.
Eddy: Tu tata jednorożec. Wszystko idzie zgodnie z planem.
Grace: Wspaniale! Zaczynamy!
Dziwne. Czemu w dojo nikogo nie ma?
Kim: Eddy? Jerry? Rudy? Ktokolwiek? - w odpowiedzi usłyszałam tylko głuchą ciszę. Nagle ktoś mnie przytulił. Powoli się odwróciłam. - Jack! Nie rób tego więcej!
Jack: Mam cię więcej nie przytulać?
Kim: Nie, masz mnie więcej nie zachodzić od tyłu.
Jack: Ale ja tak to lubię.
Kim: Ale ja nie! - pewnie teraz zaczęlibyśmy się kłócić gdyby nie to, że ktoś mnie popchnął. Na szczęści wpadłam w objęcia Jack'a.
Jack: Kimmy nic ci nie jest?
Kim: Nie, nic.
Jack: Co się w ogóle stało?
Kim: Ktoś mnie popchnął.
Jack: Ale tu nikogo nie ma! - zdziwił się. - nikogo tu nie ma - szepnął jakby.. zadowolony?
Kim: Tak i co z tego? - spytałam i spojrzałam mu w oczy. Teraz już wiedziałam o co mu chodzi. Jack zaczął zbliżać się do mnie, a ja do niego. Długo czekałam na ten moment. Nareszcie jesteśmy sami. Stykamy się nosami i pochylamy do pocałunku... Nagle do dojo wparował Rudy.
Szybko oderwaliśmy się od siebie. Nawet nie zauważyłam kiedy wybiegłam z dojo, a Jack pobiegł do szatni
.
Grace: Rudy!! - krzyknęła wściekła. - Czy pamiętasz jaki był plan?
Rudy: Jaki plan?
Jerry: Nasz plan!
Rudy: Och..
Jerry: Czyli co? Operacja "Połączyć naszych przyjaciół, którzy są w sobie zakochani, i którzy o wiele za długo zwlekają z wyznaniem swoich uczuć" nie wypalił.
Eddy: I po co ja wychodziłem z domu?
Milton: Dzięki Rudy! Jutro mam test z biologii i jeżeli obleję to będzie twoja wina!
Rudy: Nie obwiniaj mnie Milton! Zapomniałem o operacji "Połączyć naszych przyjaciół, którzy są w sobie zakochani, i którzy o wiele za długo zwlekają z wyznaniem swoich uczuć". A teraz mamo jednorożec wybacz, ale muszę pomóc Tootsie wykąpać Phila. - powiedział i odszedł.
Grace: Ughh... Chodźcie! Ja mam plan i nie spocznę dopóki nasi przyjaciele nie staną się parą!! - odparła i pociągnęła chłopaków za sobą.
♥ Kim ♥
Następny dzień. Dojo.
Kim: Nie sądzisz, że Grace jakoś dziwnie się zachowuje?
Jack: Tak! Jerry'emu też odbija! - kiedy napotkał moje zdziwione spojrzenie, dodał. - No wiesz! Bardziej niż zwykle!!
Kim: Jak myślisz o co im cho... - przerwałam, bo do dojo weszła moja przyjaciółka ze swoim chłopakiem. - Cześć Grace!
Grace: Hej Kim! - powiedziała i odciągnęła Jerry'ego na bok.
Kim: Nie sądzisz, że oni nas unikają?
Jack: Jestem tego pewny! Chciałbym tylko wiedzieć czemu.
Kim: Ta ja też!
Rudy: Dobra kochani idźcie się przebrać! Za chwilę zaczyna się trening.
Poszłam do szatni, ale w połowie drogi się poślizgnęłam. Na pewno bym się przewróciła gdyby nie Jack, który złapał mnie w ostatnim momencie.
Kim: Dzięki - powiedziałam przygryzając dolną wargę.
Jack: Nie ma za co - uśmiechnął się. Nasze twarze zaczęły dzielić milimetry. W oczach szatyna zobaczyłam dziwny błysk. - Nareszcie. - stykaliśmy się nosami i powoli zmniejszaliśmy odległość, która nas dzieliła. Już tak mało brakuje. Czy tym razem nikt nam nie przeszkodzi? Chyba tak. Przecież nikt nas nie widzi.
A jednak. Musiałam usłyszeć cudowny głos Jerry'ego.
Jerry: Yo, przesuń się Eddy, bo nic nie widzę! - przyzwyczaiłam się już do tego, że ktoś zawsze nam przerywa. I że to zawsze jest Jerry, ale mimo to i tak zawsze z Jack'iem reagujemy tak samo. Czyli jak najszybciej się da opuszczamy pomieszczenie. Tak było też tym razem. Kiedy znikałam w drzwiach szatni usłyszałam jeszcze głos swoich przyjaciół.
Grace: Jerry! Było tak blisko!
Milton: No właśnie!
Eddy: Po co ja wylałem wodę na tą podłogę?
Rudy: Czasami myślę, że jednorożce pożarły ci mózg!
Kim: To by wiele wyjaśniało - mruknęłam i zamknęłam drzwi.
Dobra to się robi coraz dziwniejsze. W ciągu tego tygodnia chyba z 10 razy "tajemniczo" wpadałam na Jack'a i za każdym razem prawie się pocałowaliśmy. Tym razem przerywali nam kolejno wszyscy nasi przyjaciele... i Donna. Nie rozumiem tego. Przecież to niemożliwe, żebym tyle razy przypadkowo się potknęła albo poślizgnęła. Oni coś knują! A ja dowiem się co!
Wieczorem
Siedziałam na łóżku i oglądałam kolaż zdjęć naszej paczki. Pamiętam kiedy je robiliśmy. Dobrze się przy tym bawiliśmy.
Większość to zdjęcia z Jack'iem. Na samo wspomnienie o tym, uśmiechnęłam się.
Nagle usłyszałam dzwonek mojego telefonu. To Jack.
Kim: Hej Jack!
Jack: Cześć Kim! Znowu oglądasz nasze zdjęcia?
Kim: Skąd wiesz?Jack: Przeczucie?
Kim: Ta, coś nie wierzę!
Jack: A uwierzysz jeśli powiem, że mam dla ciebie niespodzinkę?
Kim: Może... Jaką?
Jack: Odwróć się! - powoli się odwróciłam i zobaczyłam Jack'a, który stał na balkonie... z gitarą?
Kim: Co ty tu roisz? - powiedziałam otwierając drzwi.
Jack: Niespodzianka - odparł przyciągając mnie do siebie. - Usiądź. - patrzył jak siadam, a później zrobił to samo. - Posłuchaj. - powiedział, zaczął grać na gitarze i śpiewać... moją piosenkę?
Przypomniałam sobie słowa i zaczęłam śpiewać razem z nim.
Kiedy skończyliśmy położyłam mu głowę na ramieniu i razem wpatrywaliśmy się w gwiazdy na niebie.
Kim: Skąd znasz słowa mojej piosenki?
Jack: Twojej?
Kim: Powiedziałam mojej? - przytaknął. - Ja.. ten.. miałam na myśli..
Jack: Nie musisz się tłumaczyć. Wiedziałem.
Kim: Skąd?
Jack: Śpiewanie w parku jeśli chcesz, żeby nikt cię nie usłyszał to nie najlepszy pomysł.
Kim: To byłeś ty?
Jack: Może...
Kim: Czekaj!
Jack: Co?
Kim: Dlaczego zaśpiewałeś mi tą piosenkę?
Jack: A dlaczego ty ją napisałaś?
Kim: No wiesz..
Jack: Ja też cię kocham! - powiedział i złapał mnie za rękę i wstał. - Czy uczynisz mnie najszczęśliwszym chłopakiem na świecie i zostaniesz moją dziewczyną?
Kim: A jak myślisz? - zapytałam wstając. Zarzuciłam mu ręce na szyję, a on przyciągnął mnie do siebie. Stykaliśmy się czołami.
Jack: No nie wiem.
Kim: Ale ja tak - powiedziałam i zaczęłam się do niego przybliżać. - I chce, żebyś wiedział, że się zgadzam. - odparłam uśmiechnięta.
Jack: Naprawdę?
Kim: Naprawdę. - teraz byliśmy BARDZO blisko siebie. Czułam, że tym razem się uda. Bo kto niby wpadłby nagle do mojego pokoju i zniszczył taką chwilę?
Jack: Jeśli tak to chyba mogę zrobić to - powiedział i pochylił się, żeby mnie pocałować...
W tym momencie do mojego pokoju wpadła mama.
Kim: Mamo!
Pani C: Czy ja w czymś nie przeszkodziłam? - zapytała uśmiechając się.
Kim: Nie, nie nie, nie! - powiedziałam spanikowana. Nagle Jack odchylił się trochę do tyłu i spadłby gdyby nie chwycił się barierki. - Jack!
Jack: Nic mi nie jest.
Kim: Jesteś pee... - przerwałam, bo Jack spadł i pociągnął mnie za sobą. - Jack!
Jack: Chyba nie uderzysz swojego chłopaka?
Kim: Nie, nie uderzę, ale zrobię to - powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
Jack: Chyba będziemy musieliśmy częściej spadać z balkonów.
Kim: Chyba tak!
Podniosłam się, ale Jack znowu mnie do siebie przyciągnął.
Jack: Za to, że mnie nie wciągnęłaś będziesz musiała ze mną spędzić cały wieczór.
Kim: To ma być kara?
Jack: Masz rację to nie jest kara. Ale wiem co będzie idealną karą dla ciebie!
Kim: Serio, co?
Jack: Zamknij oczy! - spojrzałam na niego podejrzliwe. - Spokojnie! Nic ci nie zrobię.
Blondynka zamknęła oczy, a szatyn zaczął się do niej zbliżać. Teraz mieli większe szanse, bo w końcu nikt ich tu nie widział. Już był tak blisko, ale oczywiście coś musiało im przerwać. Spryskiwacze ZNOWU włączyły się w takim momencie! Kim, która już wcześniej odkrył zamiar chłopaka teraz otworzyła oczy i tylko się zaśmiała.
Kim: Nie martw się!
Jack: Ja się wcale nie martwię!
Kim: Czyżby?
Jack: Ujmę to tak.. - powiedział i po raz kolejny spróbował pocałować blondynkę lecz tym razem do ogrodu wpadał Jerry i krzyknął.
Jerry: Whoo! Cześć ludzie! Jack wszędzie cię szukałem! Gdzie ty byłeś?! Chwila... - powiedział i spojrzał tajemniczo na swoich przyjaciół, którzy natychmiast się od siebie odsunęli. - Czy ja wam w czymś nie przeszkodziłem.
Kim/Jack: Nie!!
Jerry: Naprawdę?
Kim/Jack: Taaak - odpowiedzieli przeciągając samogłoski.
Jerry: Okeeey, to Jack nauczysz mnie jak się wiąże sznurowadła?
Jack: Nie dzisiaj!
Jerry: Jak chcesz! Ale jeśli jeszcze raz się przewrócę próbując cię znaleźć to wiedz, że to twoja wina! - odparł urażony i wyszedł.
Jack: To na czym sko... - Brewer przerwał widząc, że Crawford się podnosi.
Kim: No chodź - powiedziała i podała mu rękę.
Jack: Tylko jeśli.. - nie musiał kończyć Kimberly doskonale wiedziała o co mu chodzi. Szybko pocałowała chłopaka w policzek i po raz kolejny wstała. - Eghem - Crawford westchnęła i znowu pocałowała go w policzek. - No to ja rozumiem.
Kim: Nie przyzwyczajaj się! - zawołała i zaczęła uciekać. Wiedziała, że Brewer pewnie teraz ją goni.
Odwróciła się i nikogo nie zobaczyła. Rozejrzała się, ale nigdzie nie widziała Jack'a. Teraz zaczęła panikować. - Jack! JACK! - Nagle ktoś złapał ją w talii. - Jack - odetchnęła. - Miałeś mnie już więcej nie straszyć! - powiedziała i uderzyła go lekko w ramię.
Jack: Jak ja cię dobrze znam.
Kim: Co..?
Jack: Nie zapominaj, że jako twój chłopak mogę robić tak! - uśmiechnął się i przytulił dziewczynę.
Kim: Wiesz, że jako przyjaciele też się dosyć często przytulaliśmy?
Jack: Może... Ale pamiętaj o swojej karze!
Kim: O jakiej ka..? Aaa. Nigdy nie sądziłam, że to powiem... ale cieszę się z te kary.
Jack: No ja myślę!
Para spędziła w swoim towarzystwie wspaniały wieczór. Oboje byli pewni, że tego dnia nie apomną do końca życia...
Jack: Naprawdę?
Kim: Naprawdę. - teraz byliśmy BARDZO blisko siebie. Czułam, że tym razem się uda. Bo kto niby wpadłby nagle do mojego pokoju i zniszczył taką chwilę?
Jack: Jeśli tak to chyba mogę zrobić to - powiedział i pochylił się, żeby mnie pocałować...
W tym momencie do mojego pokoju wpadła mama.
Kim: Mamo!
Pani C: Czy ja w czymś nie przeszkodziłam? - zapytała uśmiechając się.
Kim: Nie, nie nie, nie! - powiedziałam spanikowana. Nagle Jack odchylił się trochę do tyłu i spadłby gdyby nie chwycił się barierki. - Jack!
Jack: Nic mi nie jest.
Kim: Jesteś pee... - przerwałam, bo Jack spadł i pociągnął mnie za sobą. - Jack!
Jack: Chyba nie uderzysz swojego chłopaka?
Kim: Nie, nie uderzę, ale zrobię to - powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
Jack: Chyba będziemy musieliśmy częściej spadać z balkonów.
Kim: Chyba tak!
Podniosłam się, ale Jack znowu mnie do siebie przyciągnął.
Jack: Za to, że mnie nie wciągnęłaś będziesz musiała ze mną spędzić cały wieczór.
Kim: To ma być kara?
Jack: Masz rację to nie jest kara. Ale wiem co będzie idealną karą dla ciebie!
Kim: Serio, co?
Jack: Zamknij oczy! - spojrzałam na niego podejrzliwe. - Spokojnie! Nic ci nie zrobię.
Blondynka zamknęła oczy, a szatyn zaczął się do niej zbliżać. Teraz mieli większe szanse, bo w końcu nikt ich tu nie widział. Już był tak blisko, ale oczywiście coś musiało im przerwać. Spryskiwacze ZNOWU włączyły się w takim momencie! Kim, która już wcześniej odkrył zamiar chłopaka teraz otworzyła oczy i tylko się zaśmiała.
Kim: Nie martw się!
Jack: Ja się wcale nie martwię!
Kim: Czyżby?
Jack: Ujmę to tak.. - powiedział i po raz kolejny spróbował pocałować blondynkę lecz tym razem do ogrodu wpadał Jerry i krzyknął.
Jerry: Whoo! Cześć ludzie! Jack wszędzie cię szukałem! Gdzie ty byłeś?! Chwila... - powiedział i spojrzał tajemniczo na swoich przyjaciół, którzy natychmiast się od siebie odsunęli. - Czy ja wam w czymś nie przeszkodziłem.
Kim/Jack: Nie!!
Jerry: Naprawdę?
Kim/Jack: Taaak - odpowiedzieli przeciągając samogłoski.
Jerry: Okeeey, to Jack nauczysz mnie jak się wiąże sznurowadła?
Jack: Nie dzisiaj!
Jerry: Jak chcesz! Ale jeśli jeszcze raz się przewrócę próbując cię znaleźć to wiedz, że to twoja wina! - odparł urażony i wyszedł.
Jack: To na czym sko... - Brewer przerwał widząc, że Crawford się podnosi.
Kim: No chodź - powiedziała i podała mu rękę.
Jack: Tylko jeśli.. - nie musiał kończyć Kimberly doskonale wiedziała o co mu chodzi. Szybko pocałowała chłopaka w policzek i po raz kolejny wstała. - Eghem - Crawford westchnęła i znowu pocałowała go w policzek. - No to ja rozumiem.
Kim: Nie przyzwyczajaj się! - zawołała i zaczęła uciekać. Wiedziała, że Brewer pewnie teraz ją goni.
Odwróciła się i nikogo nie zobaczyła. Rozejrzała się, ale nigdzie nie widziała Jack'a. Teraz zaczęła panikować. - Jack! JACK! - Nagle ktoś złapał ją w talii. - Jack - odetchnęła. - Miałeś mnie już więcej nie straszyć! - powiedziała i uderzyła go lekko w ramię.
Jack: Jak ja cię dobrze znam.
Kim: Co..?
Jack: Nie zapominaj, że jako twój chłopak mogę robić tak! - uśmiechnął się i przytulił dziewczynę.
Kim: Wiesz, że jako przyjaciele też się dosyć często przytulaliśmy?
Jack: Może... Ale pamiętaj o swojej karze!
Kim: O jakiej ka..? Aaa. Nigdy nie sądziłam, że to powiem... ale cieszę się z te kary.
Jack: No ja myślę!
Para spędziła w swoim towarzystwie wspaniały wieczór. Oboje byli pewni, że tego dnia nie apomną do końca życia...
***
Tak wiem! Nudny i beznadziejny, nie musicie mi tego mówić! Ale... ludzie cieszmy się! KICKA MAMY :**
Cudo<3
OdpowiedzUsuńNo i jest KICK!!!!! Cieszę się jak nie wiem co xd
Jak można tak cudownie pisać?!
Kocham i czekam na new:***
Dziękuję kochana <3
UsuńWspaniały ♥
OdpowiedzUsuńAle czemu nie było pocałunku ??? :(
Ja chcę pocałunek Kicka :P
Ale mamy Kicka :D
Wiiiiii <3
Dodawaj szybko nowy :****************
Kocham ♥♥♥
Czekam na nn :**
Dzięki skarbie :**
UsuńBo nie było....
Jest KICK jest impreza :**
OdpowiedzUsuńRozdział cudny ♥ Jak zawsze :**
Kochana z niecierpliwością wyczekuję nexta :**
KC ♥
Dzięki kochana ♥
UsuńAAAAAAAA!! *-*
OdpowiedzUsuńKick! *-*
Wreszcie xD Ile można było czekać? :>
Ale wiesz czegoś mi tu brakowało... co to mogło być? Czekaj przypominam sobie! To coś takiego wspaniałego, co przypieczętowało by ich związek no ale co to mogło być? Już wiem! Przytulas! Co? Nie! Wróć! Przytulas był a nie było..... POCAŁUNKU! Właśnie o to mi chodziło!
Kocham :**
Ewak <33
Dziękuję skarbie <33
UsuńNo wiesz można było czekać aż do końca tej historii, ale wiesz..
Też cię kocham ♥♥
Aaaaa BOSKI <33
OdpowiedzUsuńNareszcie mamy kick!!!
Ale nie mamy pocałunku...ale mamy kick :D!!
Dobra teraz to ja nie wiem, czy mam być zła czy skakać ze szczęścia o.O
Poprzedni rozdział też jest CUDOWNY <33
Przepraszam, że skomentuje, dwa rozdziały w jednym komentarzu, ale jestem leniwa i nie chce mi się pisać dwóch :D
Mam nadzieje, że się nie obrazisz :D
Szkoda, że brat rozwalił ci komputer... ;((
Z patelni go!!
Kocham <333333333333333333333333333333
i będę czekać, aż cos w ogóle dodasz :D
Nie ważne ile miałoby to trwać <333
Marta Z.
Dzięki kochana ♥
UsuńCiesz się :D Bo za początek następnego rozdziału możecie mnie zabić :D
Nie szkodzi ;**
Oj sama chętnie bym go walnęła patelnią!
Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa.!!! Jakie to jest cudowne!! <3
OdpowiedzUsuńW końcu mamy KICK! Mój upragniony kick!!
Masz niesamowity talent!
Twoje rozdziały są zawsze takie doskonałe i mega śmieszne!
Kocham i z niecierpliwością oczekuję nowego! <33
Bardzo ci dziękuję kochana <33
UsuńTo ty masz niesamowity talent ♥
Kick jest ale całus tez ma być:**
OdpowiedzUsuńrozdział cudny:**
czekam na nn <33
I będzie... kiedyś na pewno
UsuńWspanialy, cudowny, epicki I wgl!!!!
OdpowiedzUsuńNo jest kick brakuje tylko calusa:*
Poczekam na nowy chocby I ten rok;( ;***
Dzięki :**
Usuńawwwwww ;) rozdział Mega boski
OdpowiedzUsuńi co dalej szybko wstaw nexta
i zapraszam do mnie
http://kimberly--and--jack.blogspot.com/
licze na komenatrze
Dziękuję skarbie ;**
UsuńSuper rozdział ! :D
OdpowiedzUsuńJuhu kick ! <3
Ale gdzie ten pocałunek? :D Tyle razy im przerwano ... xD
Jerry najlepszy, sznurówek nie umie zawiązać, ach ten nasz Jerry :D
Czekam na nn :D :*
Dzięki kochanie ♥
UsuńNie wiem gdzie jest. Chyba się zgubił!!
Masz rację :D Jerry zawsze najlepszy ;*
Aaaaa! ♥
OdpowiedzUsuńKick ♥
Życie w takich chwilach jest piękne! ♥
Ten rozdział jest BOSKI i ROMANTYCZNY, a nie nudny i beznadziejny!
Uwielbiam piosenkę "Kim" z HSM 3. Lubię prawie każdą piosenkę z HSM, ale tą szczególnie i cieszę się, że jej użyłaś ♥
Kiedy będzie KISS?
Mówiłam ci już kiedyś, że podoba mi się twoje z. profilowe? Jeśli nie to mówię to teraz :D Po prostu uwielbiam Kick'a, Auslly i Raurę. ♥
Kiedy next?
I ♥ You ;**
Dziękuję ci kochana ♥
UsuńWedług mnie jest beznadziejny, ale... dziękuję ♥
KISS no nie wiem.. może w ostatnim rozdziale?? ♥
Nie, nie mówiłaś mi jeszcze! Dziękuję ♥
Ana mrr więcej pisz ;)
OdpowiedzUsuńBędę pisać :D
Usuń